poniedziałek, 29 październik 2018 23:48

Jak to się robi w Szwecji, czyli nowoczesna edukacja seksualna w pigułce (i kondomie)

Napisał

Ostatnimi laty co i rusz słyszymy utyskiwania na polski model przekazywania młodzieży wiedzy o seksualności człowieka. Że archaiczny, nieprzystający, niedobry. Że zamiast do radosnej samorealizacji, zachęca do neurotycznej samokontroli. Zamiast antykoncepcji promuje wstrzemięźliwość. Zamiast otwarcia na różnorodność form ekspresji seksualnej, lansuje przebrzmiałą wizję seksu w kontekście małżeństwa i rodziny składającej się z mamy, taty i dzieci. Czas wyleźć z tego zaścianka i zapewnić młodzieży wszechstronną i nowoczesną edukację seksualną!  

Jeśli ktoś nie wie jeszcze, na czym polega nowoczesna edukacja seksualna, oparta na solidnej wiedzy eksperckiej, tolerancji dla różnorodności i prawach człowieka, najwyższa pora nadrobić zaległości. Doskonale ułatwi nam to ślicznie ilustrowana broszurka „Sex: Your Own Way. A booklet about sex for teens” autorstwa p. Pelle Ullholma. Książeczka sygnowana jest przez RFSU, czyli Szwedzkie Towarzystwo Edukacji Seksualnej. Jest to istniejąca od 1933 roku „politycznie i religijnie niezależna organizacja skupiona na promocji podejścia do seksu i kwestii relacji, opartego na wiedzy i otwartości umysłowej”. RFSU oczywiście „przyjmuje perspektywę wolności i praw człowieka do seksualności, opartą na wolności bycia sobą, wolności wyboru i wolności przyjemności” (s. 42).

Motywacja sponsorów broszurki jest wielce chwalebna: „RFSU żywi przekonanie, że seks nie jest czymś, co po prostu robimy bądź odczuwamy. Jest także związany z wiedzą. Dobrze jest znać fakty i korzystać z rad, abyście mogli podejmować własne decyzje – teraz i później w życiu” (s. 2). Brawo.

Najpierw należy dzieciakom wyjaśnić pewne często spotykane nieporozumienie: „Może się wydawać, że seks i miłość idą w parze. Ale oczywiście możecie być zakochani i nie chcieć uprawiać ze sobą seksu, albo mieć ochotę na seks bez bycia zakochanymi. Wszyscy myślimy i odczuwamy to inaczej, a żadne podejście nie jest lepsze od innego” (s. 4). Autor nie wyjaśnia co prawda, czy przy seksie bez miłości lepiej jest brać za to pieniądze, czy raczej udzielać się za darmo, ale pamiętajmy, że jest to tylko krótka broszurka i nie ma miejsca na rozpatrywanie wszystkich niuansów. To, że seks nie ma nic wspólnego z małżeństwem jest natomiast tak najzupełniej oczywiste, że w całej broszurce nie było potrzeby choćby raz mimochodem wspominać o tej archaicznej instytucji.

Mając jasność co do braku związku między seksem i miłością, przechodzimy do anatomii. Ważna jest tu odpowiednia nomenklatura. W rozmowach z dziećmi często używa się określeń typu „siusiak” czy „siusia”, ale my tu mamy pogawędkę ze starszą młodzieżą, więc będziemy używać określeń „kutas” i „cipa”. „Każdy wie, że słowa te mogą być czasem używane negatywnie. Słowa takie jak «cipa» i «kutas» mogą być wykorzystywane jako obelgi i być w większym bądź mniejszym stopniu obraźliwe. (...) Tutaj w RFSU uważamy jednak, że «cipa» i «kutas» to zasadniczo pozytywne słowa, ponieważ obejmują także zewnętrzne części genitaliów, które są tak ważne dla rozkoszy seksualnej” (s. 6).

Nastolatki mogą mieć czasem problem z uzyskaniem maksymalnego podniecenia. Jak powszechnie wiadomo, osoby w tym wieku świetnie koncentrują się na nauce, natomiast trudno jest im skoncentrować się na seksie. Niezawodny autor przychodzi z cenną poradą: „Kiedy chcesz odczuwać pożądanie, musisz skupić się na uczuciu seksualnym i spróbować odsunąć od siebie jakiekolwiek myśli rozpraszające (...). Nie jest to proste, ale naprawdę musisz być także podniecony w głowie i emocjach, żeby osiągnąć pełen efekt” (s. 10). Przygotowana mentalnie młódź zapoznaje się z mapą stref erogennych (ss. 12-13) i wreszcie gotowa jest zamienić słowo w czyn.

Pora na „seks z samym sobą”, czyli masturbację. Po krótkim rzeczowym instruktażu, jak wygląda standardowa masturbacja w wersji dla dziewcząt i dla chłopców, autor spieszy dodać, że „Zarówno chłopcy, jak i dziewczęta mogą czerpać przyjemność z masowania się  podczas masturbacji wokół i wewnątrz odbytu.” To oczywiście tylko rozgrzewka. „Jeśli chcecie zrobić to trochę inaczej, możecie użyć przedmiotów, jakie macie w domu.” No powiedzmy prysznica: „Poeksperymentujcie, jakie są odczucia przy różnych ciśnieniach wody i temperaturach. Jedną z ulubionych zagrywek może okazać się ciepła skórka z banana owinięta wokół kutasa.” (s. 16) Pamiętajcie też, drogie dziateczki, że „Podczas masturbacji możecie leżeć na plecach, brzuchu lub boku, stać na wprost lustra lub pod prysznicem, siedzieć na krześle, albo oprzeć nogi o ścianę, czy też unieść je ponad głową. Każdy może odkryć swoją własną najbardziej rozkoszną pozycję” (s. 17).

Naturalnie w seksie bardzo ważne są szacunek i wzajemność, co znaczy mniej więcej tyle, że wszyscy zaangażowani powinni mieć z tego frajdę. Jeśli ktoś nie ma ochoty na seks z nami – raczej odpuszczamy, a nie gwałcimy. Jeśli natomiast ma ochotę, to oczywiście staramy się zrobić mu/jej dobrze. „Dobrą radą jest posłuchać, jak twój partner oddycha, jak brzmi, obserwować jego/jej reakcje i język ciała. Warto też mówić, co tobie sprawia przyjemność, a co nie: Trochę delikatniej. Szybciej ruszaj palcem. Mmm, jak dobrze. Tak, to jest to!” (s. 19)

Po tych preliminariach pora na trochę propozycji ćwiczeń w parach. Na podkreślenie zasługuje fakt, że autor przy tej okazji nie pomija nawet tak staroświeckich technik, jak flirtowanie i pocałunek. Pójdźmy jednak dwa kroki dalej. Rada dla dziewcząt: „Wielu chłopcom spodoba się, gdy obejmiecie ich kutasa dłonią, tuż pod żołędzią, i uciskając trzon [penisa] zaczniecie poruszać dłonią w górę i w dół. Nasilenie ucisku możecie uzgodnić między sobą, przy czym jest dość typowe dla chłopaków, że lubią mocny chwyt” (s. 22).

Co do seksu oralnego, pominę tu dość obszerny opis całej procedury i jej rozmaitych wariantów. Przytoczę jedynie ważkie rozróżnienie, którego nie wszyscy PT Czytelnicy są zapewne świadomi, pomiędzy seksem oralnym a seksem z użyciem ust: „jest to prawie to samo. Seks z użyciem ust możesz mieć na całym ciele, podczas gdy terminu «seks oralny» używamy, gdy ssiesz lub liżesz czyjeś genitalia lub odbyt” (s. 23). Warto w tym miejscu podkreślić odpowiedzialność autora, który zaleca młodym ludziom odpowiednią higienę: „Zwykle zalecamy ludziom, by nie używali mydła przy myciu genitaliów, ponieważ może ono prowadzić do podrażnień” (s. 23). Bardzo cenna będzie też dla młodzieży następująca rada i przestroga: „Podczas seksu oralnego osoba ssana bądź lizana może być nieruchoma, ale może też wykonywać ruchy dolną częścią ciała. Jeśli uprawiacie seks typu kutas w ustach, musicie być ostrożni, żeby kutasa nie wpychać zbyt mocno bądź zbyt głęboko do gardła ssącej was osoby, ponieważ może to być naprawdę nieprzyjemne. Może dawać odczucie, jakbyście się dusili i mieli zwymiotować" (s. 24).

Wobec powyższego warto rozważyć „dry humping”, czyli jazdę na sucho. „Ma to miejsce wówczas, gdy ocierasz swoje genitalia o ciało drugiej osoby. Może to być kutas o kutasa, cipa o cipę, bądź cipa o kutasa. Możesz też ocierać swoje genitalia o inne części ciała, takie jak pośladki, biodro, udo, czy ramię. W ubraniu albo bez” (s. 24).

Zadławienia można też uniknąć, korzystając z cyberseksu, który naturalnie „przyjąć może bardzo wiele form. Wiele osób, które spotykają się w internecie, czyni to poprzez przyjaciół, albo przyjaciół przyjaciół, albo przez wspólne zainteresowanie. Często zaczyna się to od polubienia kogoś, a po pewnym czasie możesz zacząć zauważać u siebie pewne odczucia seksualne. Zaczniesz doznawać cudownie ekscytujących uczuć, kiedy będziesz myśleć o tej osobie. (...) Niektórzy w końcu uprawiają seks przez internet, ale większość robi to w świecie fizycznym. Oczywiście niektórzy uprawiają seks niemal natychmiast po poznaniu, choć nie jest to szczególnie częste (...). Jeśli uprawiasz z kimś seks za pośrednictwem kamerki internetowej, możesz ze swoim ciałem robić, co ci się podoba. Możesz wyobrażać sobie, że głaszczą cię dłonie tamtej osoby. Niektórzy ludzie przesyłają sobie seksowne zdjęcia samych siebie, a jeśli jesteś z kimś na chacie, możesz zasugerować, co inna osoba powinna zrobić” (s. 26). Tutaj powstaje pytanie, co w sytuacji, gdy osoba poznana w internecie dzięki „wspólnym zainteresowaniom”, z którą mieliśmy „seks za pośrednictwem kamerki internetowej” okaże się zwyrodnialcem chcącym nas zgwałcić w realu i upokorzyć w świecie wirtualnym? Autor nie stawia tego pytania wprost, co jest zrozumiałe, bo tego typu dywagacje mogłyby prowadzić jedynie do zaniku podniecenia, a w rezultacie do zaprzepaszczania szansy na orgazm. Na szczęście na koniec podrozdziału proponuje uniwersalne, a przy tym bajecznie proste rozwiązanie tego typu problemów: „Wybierz swoją własną strategię online, ale pamiętaj, że to nie twoja wina, jeśli ktoś zachowa się wobec ciebie podle, czy to w internecie, czy też gdziekolwiek indziej” (s. 27).

Po seksie wirtualnym, wracamy do realu: czas na stosunek, który występuje w dwu odmianach: waginalnej („członek jest wprowadzony do pochwy lub objęty pochwą”) oraz analnej („członek jest wprowadzony do odbytu lub objęty odbytem”). Przejdźmy od razu do tego drugiego, jako opcji nieco mniej banalnej. „Jeśli chcesz odbyć stosunek analny, najlepiej rozpocząć go grą miłosną wokół i nieco wewnątrz odbytu. Przed stosunkiem analnym masuj [to miejsce] palcami, następnie możesz przez chwilę ostrożnie uciskać odbyt palcem, po czym spróbuj delikatnie wsunąć palec trochę głębiej. To spowoduje stopniowe rozciągnięcie zwieracza. Wprowadzanie członka do odbytu bez uprzedniej gry miłosnej i znacznej dozy lubrykantu może być bolesne. (…) Jak z każdym seksem [stosunek analny] może dawać różne odczucia przy różnych okazjach. Jeśli teraz ci to nie odpowiada, nie rób tego. Stosunek analny może mieć dziewczyna i chłopak, albo dwóch chłopaków. Dziewczyna może dać chłopakowi seks analny, który jest jak stosunek analny z wykorzystaniem np. wibratora lub palców. Oczywiście, dziewczyna może to wykonać też na innej dziewczynie, jak też chłopak na chłopaku” (s. 29). Niezależnie od konfiguracji, pamiętajcie tylko dziateczki o kondomach!

Podrozdział poświęcony pozycjom seksualnym jest zdumiewająco skromny. De facto sprowadza się do stwierdzenia, że: „Z różnych pozycji można korzystać w zależności od typu seksu i tego, czy jesteś z dziewczyną, czy chłopakiem” (s. 32). Skąpą treść wynagradza fajny rysunek pokazujący czwórkę splecionych w uścisku nagich nastolatków rozgrywających partię Twistera (dziecięcej zabawy rozgrywanej na macie, polegającej na stawianiu dłoni i stóp na kółkach danego koloru) .

Na koniec parę słów o normach. „Są dobre normy dotyczące seksu, takie jak fakt, że seks powinien być wzajemny. Jednakowoż wiele norm wznosi bariery między ludźmi – np. arbitralne i niewidzialne reguły mówiące, że chłopcy powinni zachowywać się jak chłopcy, a dziewczynki jak dziewczynki” (s. 34). W dodatku dziewczynki są traktowane nie fair, bo np. „są znacznie częściej obmawiane za to, że sypiają z kim popadnie” (s. 35). „Ludzie mogą być też traktowani nie fair, gdy – czy to chłopiec, czy dziewczyna – zakochają się w osobie tej samej płci. To naprawdę nie w porządku”. Na szczęście, „gdy rozejrzysz się wokół, zawsze zobaczysz ludzi łamiących te normy. Niektórzy robią to czasami, inni cały czas” (s. 36). Przykładu na to, jak śmiało i pięknie można przełamywać stereotypy, dostarcza zresztą sama broszurka. Na dwanaście obrazków ukazujących interakcje w parach, jedynie dwie przedstawiają chłopaka z dziewczyną, trzy chłopaka z chłopakiem i siedem dziewczynę z dziewczyną. No i na jeszcze większe szczęście, normy się zmieniają. „Dawno temu masturbacja była postrzegana jako niebezpieczna i zła dla twojego zdrowia. Dzisiaj większość ludzi postrzega masturbację jako coś przyjemnego, i wiemy też teraz, że tak naprawdę jest ona dobra dla twojego zdrowia. Wciąż jednak niektórym ludziom wmawia się, że masturbacja jest zła” (s. 36). Krótko węzłowato: onanizm wzmacnia organizm, więc korzystajcie dziateczki, ile dusza zapragnie. Pod pewnymi względami to nawet lepsze niż seks z inną osobą. „Kiedy się masturbujesz, możesz mieć kontrolę nad wszystkim, aż do najdrobniejszego szczegółu, włączając fantazje, a to może być cudowne uczucie” (s. 17).  

Na koniec, droga młodzieży, pamiętajcie, by być otwartymi na nowe doświadczenia seksualne. „Jest fura rzeczy, które możecie robić i wypróbowywać, jeśli macie ochotę. (…) Jeśli coś konkretnego was zainteresuje, zawsze możecie to wypróbować i zobaczyć, czy wam się podoba. (…) Jakiego seksu chcecie i z kim go chcecie – to może ulec zmianie. (…) Cały czas uczymy się i zmieniamy” (s. 39). Na tej drodze przemian i eksploracji, drogie dziateczki, zawsze chętnie towarzyszyć wam będą sprawdzeni i doświadczeni seks-edukatorzy i seks-edukatorki, którym na niczym tak nie zależy, jak na waszym prawdziwym spełnieniu i szczęściu. W razie potrzeby wesprą was, rozwieją wątpliwości, zademonstrują, wskażą nowe ścieżki rozwoju. A Wy, drodzy rodzice, nie wzbraniajcie swym dzieciom dostępu do rzetelnej edukacji seksualnej, wyzwolonej z archaicznych przesądów, przygotowanej przez certyfikowanych ekspertów i zgodnej ze standardami WHO. Jeśli sami nie czujecie się na siłach, by taką wiedzę wpoić swoim pociechom, zaproście do szkół wykwalifikowanych seks-edukatorów i seks-edukatorki. Chodzi tu wszak o szczęście Waszych dzieci – niech chłoną je radośnie wszystkimi otworami swoich młodych, spragnionych miłości ciał.

A jeśli seks, wyzwolony z jakichkolwiek wyższych uczuć i wszelkich norm poza regułą wzajemności, zamiast szczęścia przyniesie Waszym dzieciom rozczarowania, krzywdy, zaburzenia, choroby, przedwczesne ciąże i niezdolność do tworzenia trwałych związków – wymagających wszak wyrzeczeń i poświęcenia, a nie tylko pogoni za kolejnym orgazmem – powiedzcie sobie, że to nie wasza wina. Że seks-eksperci wiedzieli, co robią. Że tak było trzeba, że chcieliście dobrze. Że różnorodność, tolerancja i walka z dyskryminacją wymagają ofiar. Może i wydawało Wam się, że zachęcanie trzynastolatków do nieskrępowanej masturbacji nie jest najlepszym pomysłem. Może i mieliście wątpliwości, czy dobrze jest instruować Wasze czternastoletnie córki, jak mają robić dobrze waszym czternastoletnim synom. Może i mieliście odczucie, że serwowanie piętnastolatkom detalicznych opisów seksu analnego i zachęta ze strony szkoły do eksperymentowania na tym polu to jednak zgroza. Ale przecież świat idzie do przodu i uznaliście, że zamiast bronić dzieci przed „nowoczesną edukacją seksualną” jak przed zarazą, lepiej jest inteligentnie milczeć.

S.C.

 

 

 

 

 

 

 

 

Wyświetlony 852 razy