Joseph Kutzko odczytuje przed kamerą kartkę urodzinową, którą dostał od córki w październiku 2024 roku. To jedna z ostatnich pamiątek z czasu, gdy byli jeszcze rodziną. Od przełomu 2024 i 2025 roku on i jego żona Arlene nie rozmawiali z dzieckiem. Dziewczyna, dziś siedemnastoletnia, jest pod opieką stanowego Department of Children and Families (DCF). Sąd wydał stały nakaz zakazujący rodzicom i starszemu bratu kontaktu z nią. We wrześniu historia tej katolickiej rodziny z okolic Bostonu obiegła amerykańskie media, a sprawą zajęła się federalna administracja.

W wersji rodziców wszystko zaczęło się w szkole. Córka, wówczas piętnastoletnia uczennica Algonquin Regional High School w Northborough i Southborough, miała zostawać po lekcjach, jak mówiła, „na dodatkową matematykę”. Kutzkowie twierdzą, że w rzeczywistości chodziła na spotkania ze szkolnym doradcą. Ten miał ją bez wiedzy rodziców utwierdzać w przekonaniu, że jest chłopcem, i zwracać się do niej męskim imieniem. „Dowiedzieliśmy się dopiero po tym, jak ją zabrano. Spadło to na nas jak tornado” – mówi ojciec. Gdy rodzice, powołując się na katolicką wiarę, odmówili nazywania córki synem, szkoła miała zgłosić rodzinę do służb, a DCF przejęło opiekę nad dzieckiem. Według relacji rodziców i ich adwokatki Vernadette Broyles dziewczyna trafiła do męskiego internatu, dostaje pigułki antykoncepcyjne i leki przeciwpsychotyczne, a nie może chodzić na niedzielną Mszę.

Najpoważniejszy zwrot nastąpił w tym miesiącu. DCF, jako prawny opiekun, poparło plan podania dziewczynie testosteronu, według adwokatki rodziny w wysokiej dawce. Rodzice zaskarżyli ten plan, na co prawo Massachusetts pozwala nawet wtedy, gdy dziecko jest pod opieką stanu. Sędzia sądu dla nieletnich tymczasowo wstrzymał podanie hormonów. Kolejna rozprawa jest wyznaczona na 29 października. „Błagamy stan: nie dawajcie naszej córce testosteronu” – mówił ojciec w podcaście Fox News, od którego zaczęło się medialne zainteresowanie sprawą.

17 września Student Privacy Policy Office, działające przy federalnym Department of Education, ogłosiło postępowanie wobec szkół Northborough i Southborough. Urząd sprawdzi, czy szkoła naruszyła dwie federalne ustawy. Pierwsza to Protection of Pupil Rights Amendment, który wymaga zgody rodziców m.in. na badanie zdrowia psychicznego, postaw seksualnych i przekonań religijnych ucznia. Druga to Family Educational Rights and Privacy Act, gwarantujący rodzicom dostęp do dokumentacji dziecka. „Rodzice mają prawo wiedzieć, co dzieje się z ich dziećmi w szkole, zwłaszcza gdy chodzi o sprawy głęboko osobiste, dotyczące ich zdrowia i dobrostanu” – oświadczył dyrektor urzędu Frank Miller. Superintendent okręgu Gregory Martineau odpowiedział, że szkoła „stanowczo zaprzecza” zarzutom i będzie współpracować z każdym organem, który je bada.

Gubernator Massachusetts Maura Healey zaprzeczyła, że chodziło o tożsamość płciową. „DCF nie zabrało dziecka z powodu problemu zdrowotnego ani terapii afirmującej płeć. Zabrało je po tym, jak wobec rodziców wniesiono zarzuty karne” – powiedziała. Tu zaczyna się część historii, którą media konserwatywne w większości pominęły, a którą rzetelność każe przedstawić. Lokalne redakcje, w tym radio publiczne WBUR i „Boston Globe”, dotarły do dokumentów sądowych. Wynika z nich, że w styczniu 2025 roku to szkoła zawiadomiła policję. Joseph Kutzko został oskarżony o napaść, pobicie i groźby karalne. Według aktu oskarżenia miał uderzyć dziecko pięścią w ramię i szarpać je za włosy. Arlene Kutzko oskarżono później o zastraszanie świadka, ponieważ miała namawiać córkę do wycofania zeznań. W grudniu 2025 roku sąd zawiesił oba postępowania na warunkach: ojciec ma ukończyć kurs radzenia sobie z gniewem, a oboje rodzice mają przestrzegać zakazu kontaktu. Jeśli warunków dotrzymają, zarzuty zostaną umorzone w grudniu 2026 roku. To nie jest ani wyrok skazujący, ani uniewinnienie. DCF uznało zarzut przemocy fizycznej za niepotwierdzony, ale za potwierdzone uznało zaniedbanie ze strony obojga rodziców. Adwokatka rodziny nazywa oskarżenia nieprawdziwymi, a Kutzkowie twierdzą, że nigdy nie usłyszeli, na czym to zaniedbanie miało polegać. Szkoła ze swojej strony zapewnia, że sam spór rodziców z dzieckiem o tożsamość płciową nigdy nie byłby powodem wezwania policji. Z kolei twierdzenie o potajemnej „tranzycji” w szkole pozostaje na razie wersją jednej strony. Nie da się dziś rozstrzygnąć z oddali, co naprawdę działo się w domu Kutzków, i uczciwie trzeba to przyznać.

Jedno pytanie pozostaje jednak otwarte niezależnie od tego, co ustali sąd, i to ono sprawia, że sprawa wykracza poza jedną rodzinę. Załóżmy nawet najgorszą wersję wydarzeń w domu. Czy z faktu, że państwo przejęło opiekę nad nastolatką, wynika, że może też zgodzić się na podawanie jej hormonów płci przeciwnej? Chodzi o terapię o nieodwracalnych skutkach, w dziedzinie, w której jak dotąd brakuje solidnych dowodów. Kilka miesięcy temu publiczna służba zdrowia w Anglii wstrzymała nowe recepty na te hormony dla wszystkich osób poniżej osiemnastego roku życia. Uzasadniła to tym, że dostępne badania nie pozwalają stwierdzić, czy terapia pomaga, czy szkodzi. To, czego brytyjscy lekarze nie chcą dziś zlecać nastolatkom, urzędnicy z Massachusetts chcieli zlecić dziewczynie, za którą odpowiadają w zastępstwie rodziców.

Druga kwestia dotyczy szkoły. Władze okręgu podkreślają, że prawo Massachusetts pozwala uczniowi używać w szkole innego imienia i zaimków. Model, w którym szkoła może wiedzieć o dziecku więcej niż matka i ojciec, od kilku lat stoi w centrum amerykańskich sporów o prawa rodziców, od Kalifornii po Maryland. Sądy i administracja federalna coraz częściej przyznają, że tak daleko idąca dyskrecja wobec rodziców może naruszać ich konstytucyjne prawa. Postępowanie wobec szkoły z Northborough i Southborough ma odpowiedzieć na pytanie, czy tak było i w tym przypadku.

Państwo ma wspierać rodzinę, a nie jej zastępować. Ta zasada nie oznacza, że władza publiczna ma stać bezczynnie, gdy dziecku dzieje się krzywda. Wymaga jednak, by nawet wtedy, gdy państwo musi wkroczyć, pozostało opiekunem tymczasowym i ostrożnym, a nie wykonawcą decyzji, których nie odważyłby się podjąć żaden rozsądny rodzic. Jeżeli władze Massachusetts nie są w stanie tej różnicy dostrzec, problem jest poważniejszy niż jedna rodzina z przedmieść Bostonu.

Rozprawa w sprawie testosteronu odbędzie się 29 października. Warunkowe zawieszenie postępowań karnych wygasa w grudniu. Do tego czasu siedemnastolatka, która w ciągu najbliższego roku skończy osiemnaście lat i będzie mogła decydować sama, pozostaje w miejscu, w którym dorośli spierają się o nią ponad jej głową. Po obu stronach.

Autor