Na zadane pytania odnoście edukacji antydyskryminacyjnej odpowiada Magdalena Trojanowska

Czy jako rodzic miała Pani styczność z edukacją antydyskryminacyjną?

Jako rodzic osobiście miałam styczność z edukacją antydyskryminacyjną prowadzoną w szkołach oraz kampanią Pełnomocnika Wojewody Śląskiego do spraw Równego Traktowania Dorotę Stasikowską-Woźniak w 2003 roku. Mój syn był wówczas gimnazjalistą w Raciborzu i przyniósł ze szkoły prezerwatywę mówiąc, że otrzymał ją podczas akcji prowadzonej w szkole „Szklanka wody zamiast”. Byłam oburzona tym, że bez mojej wiedzy na terenie placówki szkolnej pełnomocnik prowadził akcję, w której omawiano swobodę zachowań seksualnych w duchu odmiennym od moich przekonań i moje dziecko na terenie placówki szkolnej zostało narażone na wulgarny sposób opisu tych spraw – czułam, że instytucja publiczna dokonała molestowania mojego syna. Wraz z innymi rodzicami skierowaliśmy sprzeciw do dyrekcji szkoły przeciwko prowadzeniu tego rodzaju akcji i w dodatku bez poinformowania o tym rodziców.

Jako dziennikarka pracująca dla lokalnych mediów, wzięłam udział w spotkaniu zorganizowanym przez pełnomocnika, dla lokalnych organizacji, na którym również dowiedziałam się, że akcja „Szklanka wody zamiast” miała realizować wytyczne unijnej polityki gender mainstreaming. Było to wówczas zupełnie nieznane pojęcie i mało który z rodziców, ale także członków organizacji lokalnych, które wzięły udział w spotkaniu z panią pełnomocnik, orientował się co oznacza i co w praktyce kryje się za polityką wdrażania relatywizmu płciowego. Warto zwrócić uwagę na fakt, że program edukacji seksualnej „Szklanka wody zamiast” prowadzony był w ramach realizacji polityki gender. Najwyraźniej program oprócz lansowania swobody seksualnej już wówczas zawierał informację, o niedyskryminacji na tle orientacji seksualnej (w programach unijnych z 2003 roku nie było jeszcze mowy o tożsamości płciowej). Nazwa akcji – określona przez Unię Europejską – sugestywnie nawiązywała do pierwszego projektu edukacji seksualnej Aleksandry Kołłątaj w ZSRR –  „Szklanka wody zamiast” – gdzie wówczas miało to oznaczać, że seks jest niczym więcej niż wypicie szklanki wody.

Z tego, co pamiętam to wśród rodziców wywołało to skandal, który opisywany był jeszcze przez media ogólnopolskie i akcja została wycofana ze szkół. Nie śledziłam tego do końca, ponieważ powróciłam do rodzinnego Wrocławia.

Jednak już wtedy zwrócił moją uwagę mechanizm legitymizowania takich działań przez pełnomocnika ds. równego traktowania w oczach społeczeństwa. Pani pełnomocnik dysponując funduszami unijnymi, gromadziła wokół siebie organizacje nieświadome zaplecza jej działalności na polu gender mainstreaming, którym obiecywała środki na prowadzenie ich działalności np. siostrom zakonnym pomoc samotnym matkom, następnie organizację umieszczała na liście organizacji wspierających politykę antydyskryminacyjną na swojej stronie internetowej.

Jako dziennikarka powróciłam do tematu polityki gender mainstreaming w 2012 roku, kiedy to Jarosław Gowin po raz pierwszy nagłaśniał niebezpieczeństwa ratyfikowania przez Polskę KONWENCJI Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, a kolejno w 2013 roku w środowiskach lewicowych zawiązało się porozumienie na rzecz wprowadzania Standardów WHO do edukacji szkolnej. Byłam przekonana, że większość entuzjastów tych aktów całkowicie nie była świadoma rzeczywistego ich wymiaru, a z pewnością nie byli jej świadomi rodzice szkolnych dzieci.

W 2013 r. wraz z innymi rodzicami podjęłam akcję uświadamiania rodziców o światopoglądowych i faktycznych zagrożeniach dla dzieci tzw. polityki gender maistreaming. W powszechnym rozumieniu określenie to dotyczyło zrównywania szans kobiet np. w polityce zatrudniania, czy na eksponowanych stanowiskach, ale w rzeczywistości  odnosiło się do wdrażania nowej koncepcji płciowości człowieka, w której zrównanie szans kobiet było tylko wątkiem szerszego zagadnienia.

Posiadam więc wiedzę i doświadczenie nie tylko rodzica dziecka, ale również zdobytą w ciągu lat wiedzę dziennikarską wynikającą z przeglądania aktów prawnych RE, ONZ, deklaracji politycznych, obserwowania działalności organizacji i agend, gromadzenia danych i badań. Również w ramach działalności stowarzyszenia Rodzice Chronią Dzieci uczestniczyliśmy w wydarzeniach czy zebraniach rodziców związanych z wprowadzaniem edukacji „antydyskryminacyjnej” czy permisywnej edukacji seksualnej, która również odnosi się do tzw. różnorodności tożsamości płciowych i niedyskryminacji na tle orientacji seksualnej.

Zagadnienia włączane do zajęć antydyskryminacyjnych, czy edukacji seksualnej obejmującej kwestie antydyskryminacyjne, które budzą niepokój, to m. in:

Jak napisałam powyżej – działania przeciwko dyskryminacji na tle orientacji seksualnej i tożsamości płciowej prowadzone nie są tym czym w rzeczywistości zwykłemu rodzicowi, czy przeciętnemu odbiorcy mogłyby się wydawać. Ponieważ faktyczny wymiar tych pojęć jest intencjonalnie zafałszowany.

Po pierwsze:

Pojęcie dyskryminacji, używane jest w kontekście przemocy wobec słabszych i upośledzonych, a w rzeczywistości ma „wykorzenić sterotypy” (więc to na czym dzisiaj zasadza się polski prawny i ład społeczny) i propagować ideę równości w oparciu o nowe ideologiczne i wywrotowe koncepcje społeczne – zwłaszcza w zakresie rozumienia płciowości.

Koncepcje te mają zostać przekazane dzieciom na zajęciach szkolnych, w tak formułowanej argumentacji, że przeciętny rodzic nie jest w stanie sobie z nią poradzić.

W dodatku przy okazji rozpowszechniania wiedzy o innych stylach zachowań seksualnych i przełamywania stereotypów, dzieci molestowane są seksualnymi treściami, na które, najczęściej rodzice gdyby wiedzieli, nie wyraziliby zgody – np. przypadek z Wrocławia gdzie dzieci według wiedzy rodziców zostały wyprowadzone na zajęcia z katalogami bibliotecznymi do wrocławskiej Miediateki, a w rzeczywistości odbyło się tam spotkanie w ramach „Żywej Biblioteki” z transseksualistą, który w dodatku zaznajamiał dzieci z książeczkami „Wielka księga siusiaków” i „Wielka księga Cipek” wysoce kontrowersyjnymi i wulgarnymi publikacjami wydawnictwa Czarna Owca – (akcja antydyskryminacyjna KPH), Inny przykład: wulgarna wystawa „Gender w sztuce” w Krakowie, po której oprowadzano licealistów.

https://mocak.pl/gender-w-sztuce

Fotografia ze strony https://mocak.pl/gender-w-sztuce

Po drugie:

Istnienie procesu legitymizowania działań i ukrywanie ich prawdziwego znaczenia poprzez włączanie w zagadnienie „antydyskryminacji” wszelkich rzekomych mniejszości np. narodowych, czy niepełnosprawnych. Pomaga to stworzyć nacechowane pejoratywnie związki frazeologiczne – dyskryminacja mniejszości narodowej to faszyzm – dyskryminacja na tle rozwiązłości seksualnej to homofobia – dyskryminacja „mniejszości seksualnych” to faszyzm.

To bardzo uproszczony sposób warunkowania myślenia młodych ludzi. Postulat „równych praw” i ich ewentualny brak, nie musi się wiązać z negatywnymi emocjami, a te z kolei z działaniem przestępnym, ani agresją – to różne zagadnienia wrzucone do jednego worka, by wyprowadzić z niego postulat rzekomej równości. 

Nie można takiego schematu logicznego wykorzystać ani do tego, aby nadać mniejszościom narodowym w Polsce równy status i propagować taką ideę (mniejszości narodowe mogą mieć pewne uprawnienia ale np. kwestią kontrowersyjną byłoby gdyby np. ich język stał się równoprawnym urzędowym, albo symbole jakiejś mniejszości włączone zostały do godła polskiego). Ani tezy podobnie postulowanej równości wyprowadzić w stosunku do osób niepełnosprawnych np. na polu zatrudnienia (osoba niewidoma nie posiada np. zdolności kierowania pojazdem). Podobnie, logika równości dla wszystkich opcji seksualnych, przyznania im pełnych praw i stawianie tezy, że ich statut jest równy wobec naturalnej rodziny jako trwałego związku „mężczyzny i kobiety” jest sprzeczne z polską Konstytucją, i bynajmniej nie jest zagadnieniem do rozważania dla dzieci w szkole.

Młodzież jest bardzo emocjonalna i dopiero wkracza w okres rozwijania zdolności analitycznego myślenia. Bardzo łatwo więc taki uproszczony logicznie i nacechowany emocjonalnie model myślenia jej przekazać i porwać dla jakiejś subkultury.

W ciągu zaledwie kilku lat indoktrynacji ideami relatywizmu płciowego, w Stanach Zjednoczonych odnotowuje się wzrost ilości młodzieży zaangażowanej w związki homoseksualne z 7 procent w 2009 roku, 11 procent w 2015 roku do 14,6 procent w 2017 roku, a w Nowym Jorku nawet do 19 procent i Baltimore 25 procent (raporty Center of Disease Control and Prevention z 2016 i 2018 roku). Taki stan nie wynika z uwarunkowań genetycznych ale najwyraźniej jest skutkiem rozpropagowywaniem się stylu życia i subkultury.

Schemat walki z dyskryminacją oparty jest o postulat „wykorzeniania stereotypów”. Przy okazji wykorzeniania stereotypów kultury rodziców i obowiązującego w Polsce ładu społecznego. Antagonizuje się młodzież z rodzicami, co jak wiadomo w tym okresie jest niezwykle dla młodego człowieka niebezpieczne. Więź z rodzicami i zaufanie do nich, jak często podkreślają to psycholodzy i na co również kładzie duży nacisk Kodeks Rodzinny to gwarancja bezpiecznego rozwoju dzieci i młodzieży. Proces podważania autorytetu rodziców może zachodzić bardzo niedostrzegalnie, treści mogą być przekazywane nie zawsze prowokacyjnie, ale również subtelnie podprowadzając młodzież pod „odkrywanie” wywrotowych koncepcji. Czasami wystarczy jak poniżej w publikacji KPH światopogląd rodziców określić „tępą, nachalną reprodukcją modelu konserwatywnego” bez wskazania bezpośrednio palcem. Komunikat zostanie jednak przez dziecko odkodowany.

Publikacja KPH „Raport Szkoła Milczenia” na str. 87

Schemat dyskryminacyjny ze strony http://rownowazni.uw.edu.pl/czym-jest-dyskryminacja/

http://rownowazni.uw.edu.pl/czym-jest-dyskryminacja/

Osobiście wzięłam udział w spektaklu „Słowo na G…” teatru Układ Fromalny, który odbył się na terenie liceum wrocławskiego, a później w warsztatach po spektaklu. Uczestniczkami (aktorkami) są osoby powiązane z grupą Ponton – organizacja młodzieżowa, propagująca permisywizm seksualny. Spektakl dotyczy gwałtu na dziewczynce. Temat ważny, spektakl sugestywny, ale również pełen manipulacyjnego przekazu. Rodzice to agresorzy (w domyśle faszyści) i szaleńcy (zwłaszcza katolicy), pedagodzy uwikłani, kompromisowi, dyrektor głupi i prymitywny. Wydaje się, że jedyną instytucją godną zaufania w otoczeniu dziecka w sytuacji kryzysowej jest wyłącznie organizacja Ponton, czy inna tego rodzaju. To nie jest przekaz ani prawdziwy, ani bezpieczny dla młodzieży.

Po trzecie:

Sam niepokój może budzić manipulacja emocjami dzieci w taki sposób, że mają oddzielić je od wrodzonej intuicji. Zostaliśmy wyposażeni w naturalny mechanizm ochronny jakim są uprzedzenia wobec niektórych zachowań, czy nawet grup społecznych itp. Mogą wypływać ze zgromadzonej na dany temat wiedzy lub wewnętrznej intuicji (np. dystans wobec sekt). Dzieci naturalnie dystansują się od czegoś, co może budzić ich obawy i ingerowanie w ten mechanizm jest wysoce ryzykowne. Indagowanie, że młodzi ludzie powinni ufnie na wszystko się otworzyć, odrzucić ostrzeżenia własnych rodziców (sugestie przestarzałych stereotypów); piętnowanie dzieci z powodu dystansowania się (powinny być otwarte i przychylne wobec różnorodności seksualnych) określeniami faszyści, homofobii – jest w moim przekonaniu niebezpieczną manipulacją.

Po czwarte:

Warto przy okazji zauważyć, że niemal zawsze organizacje zajmujące się zagadnieniem „antydyskryminacji” w równie zaangażowanym stopniu propagują permisywizm seksualny, jak opisałam powyżej działanie pełnomocnika ds. równego traktowania i jego akcję „Szklanka wody zamiast” w 2003 r na Górnym Śląsku, czy opisane działanie powiązania pokazywania publikacji wydawnictwa Czarna Owca przy okazji rozmowy z transwestytą, albo zaprowadzenie licealistów na wyuzdaną homoseksualną wystawę w Krakowie. Rodzice większości uczniów nie pozwoliliby swojemu dziecku uczestniczyć w takiej wystawie nawet gdyby dotyczyła osób heteroseksualnych.

Dzieje się tak, ponieważ nie można oddzielić propagowania „różnorodności seksualnych” i ich „niedyskryminowania” bez uznania „rozwiązłości i swobody seksualnej” za stan kulturowo „naturalny”. Uczniowie powinni posiadać przyzwalającą, nieoceniającą, a wręcz przychylną postawę wobec takiego stanu.

Konsekwencją propagowania antydyskryminacji na tle orientacji seksualnej i tożsamości płciowej, jest propagowanie permisywizmu seksualnego!

Mimo, że kultura się zmienia i wiek inicjacji seksualnej wśród młodzieży się obniża, nie jest to kierunek pożądany.

Kultura permisywizmu seksualnego, który tak bardzo rozwinął się na Zachodzie i ma być przykładem dla zacofanej Polski, ma ogromne skutki społeczne – rozpad rodziny, rosnąca ilość partnerów seksualnych i korelująca z tym depresja i samotność, rosnąca ilość samobójstw, przestępczość na tle seksualnym niewiarygodnych rozmiarów – molestowanie seksualne, które dotyka 1/3 osób niepełnoletnich w Stanach Zjednoczonych, 800 tys. porwań dzieci rocznie, w większości na cele prostytucji seksualnej w USA, 200 tys. w Wlk. Brytanii.

Ameryka jest obecnie liderem handlu ludźmi na cele seksualne https://www.foxnews.com/us/human-trafficking-in-america-among-worst-in-world-report i największym na świecie konsumentem seksualnych usług.

Szkoła nie powinna być terenem rozpropagowywania idei permisywizmu seksualnego.

W niektórych stanach USA obserwuje się obecnie odwrót od udostępniania szkół dowolnym organizacjom.

Czy zajęcia z edukacji antydyskryminacyjnej odbywają się za zgodą i wiedzą rodziców?

Jako dziennikarka i działacz społeczny, od 2013 roku uczestniczyłam w kilkudziesięciu co najmniej spotkaniach z rodzicami w szkołach (spotkania od kilku do kilkuset osób), podczas, których, okazało się, że rodzice, którzy wyrazili zgodę na zajęcia edukacji seksualnej lub edukacji „antydyskryminacyjnej”,  nie wyraziliby jej, gdyby wiedzieli czego w rzeczywistości dotyczą i jakiego rodzaju poglądy przekazywane będą dzieciom podczas zajęć.

Jeśli więc uwzględnimy w definicji „wyrażonej zgody” – świadomość tego, na co poszczególny rodzic się zgodził – to w 99,9 przypadków, z którymi osobiście się spotkałam rodzice, gdyby byli świadomi tego, na co wyrazili zgodę – nie zrobili by tego. W większości przypadków rodzice nie mieli wglądu w program zajęć – jako objęty tajemnicą autorską, a w niektórych przypadkach zostali całkowicie wprowadzeni w błąd odnośnie treści zajęć. Jak choćby wspomniane wyżej zajęcia z katalogowania w bibliotece.

W jednej ze szkół na Dolnym Śląsku rodzice zostali poinformowani o zajęciach socjoterapeutycznych, a w rzeczywistości przez trzy godziny 10-12 letnie dzieci spędziły na oglądaniu gumowych narządów płciowych – co z tego, że rodzice wyrazili zgodę?

Oczywiście zdarzała się grupa rodziców w pełni akceptujących liberalny i permisywny charakter zajęć z dziećmi, nawet gdy dowiedzieli się czego dotyczą  – była jednak stosunkowo znikoma.

Czy zajęcia z edukacji antydyskryminacyjnej powinny odbywać się za zgodą i wiedzą rodziców?

Wszystkie zajęcia z dziećmi powinny być objęte nadzorem rodzicielskim. Wszystkie informacje dotyczące zajęć powinny być udostępnione i przejrzyste – choć i tak nie uchroni to rodziców przed zmanipulowaną informacją dot. dyskryminacji bądź przekazywaniem nie zdeklarowanych i nie życzonych treści ich dzieciom.

Jednak organizacje, które w ramach zajęć „antydyskryminacyjnych” propagują „relatywizm płciowy” oraz deklarujące postulaty homoseksualnej równości w sferze przywilejów publicznych – nie powinny mieć możliwości dostępu do szkół i prowadzenia żadnych zajęć na terenie placówek, w ogóle.

Idee te, póki co, nie są zgodne z polskim porządkiem prawnym, nie ma dla nich przyzwolenia społecznego i szkoła nie może być platformą dla ich rozpropagowywania.

Czy rodzice są informowani…

Współczesny świat jest zabiegany, rodzice często nie mają czasu uczestniczyć nawet w zebraniach rodzicielskich… to stwarza bardzo duże pole dla wykorzystania takiej sytuacji, nieuważności rodziców, ich pośpiechu… rodzice często  ufają kadrze pedagogicznej w kwestii wyboru organizacji działającej na terenie szkoły, bo z góry zakładają, że nie będzie ona działała na szkodę ich dzieci… i zgadzają się na coś, czego nie mają czasu wnikliwie przeanalizować… Dlatego tym bardziej uważam, że szkoła nie może być miejscem podejmowanego ryzyka w tej kwestii…

Czy w ramach edukacji antydyskryminacyjnej jedną z poruszanych kryteriów dyskryminacji jest przesłanka dot. orientacji seksualnej?

Tak, oczywiście!

Zob. Kodeks Etyczny TEA  https://tea.org.pl/biblioteka/kodeks-etyczny-tea/

Deklaracja Koalicji na rzecz Edukacji Antydyskryminacyjnej https://tea.org.pl/koalicja/

Czy powinno się rozpowszechniać publikacje omawiające standardy zachowań osób angażujących się na rzecz rozpropagowywania edukacji antydyskryminacyjnej?

Rodzice mają prawo wiedzieć, jakie idee wyznają, jak wyglądają zajęcia prowadzone z ich dziećmi, w jakich działaniach uczestniczą i co prezentują sobą propagatorzy rzekomej antydyskryminacji, domagający się swobodnego dostępu do dzieci w szkole.

Wiarygodność i nienaganność osób mających kontakt z ich dziećmi w niczym nie powinna być swobodniej traktowana niż moralność sędziów, pedagogów czy innych urzędników państwowych.

Jeśli, którakolwiek z organizacji, bądź osób prywatnych czuje się urażona informacją o jej publicznym działaniu, po prostu nie powinna go podejmować w sferze publicznej.

Czy Kampania Przeciwko Homofobii, dalej (KPH) angażuje się w temat edukacji antydyskryminacyjnej?

KPH jest członkiem Koalicji na rzecz Antydyskryminacji, inicjatorem wielu działań na tym polu, wydawcą publikacji poświęconych prowadzeniu zajęć lekcyjnych jak „Lekcja Równości” – (strona dla uczniów, nauczycieli http://www.lekcjarownosci.pl), czy podręcznika Queer Studies. Podręcznik kursu, sygnatariuszem porozumień z innymi organizacjami działającymi na polu.

W wydanym raporcie „Szkoła milczenia” przyznaje, że placówki szkolne są dla niej terenem propagowania wielu wzorców płciowej i seksualnej indetyfikacji: “Polska szkoła reprodukuje szkodliwe, antyhomoseksualne i antytranspłciowe stereotypy, przyczyniając się do utrwalania w polskim społeczeństwie postaw homofobicznych, bifobicznych i transfobicznych. Nie przygotowuje uczniów i uczennic do życia w zróżnicowanym społeczeństwie, gdzie spotkać można wiele wzorów płciowej i seksualnej identyfikacji. Nie uczy o seksualnej i płciowej różnorodności, będącej wyrazem bogactwa człowieczeństwa”

Czy Towarzystwo Edukacji Antydyskryminacyjnej angażuje się w temat edukacji antydyskryminacyjnej?

Tak, TEA jest nawet założycielem Koalicji na Rzecz Edukacji Antydyskryminacyjnej

https://tea.org.pl/koalicja/ należą do niej organizacje, których działalność na rzecz permisywizmu seksualnego prowadzona w szkołach i na uczelniach jest znana.

Czy rodzice mogą mieć coś przeciwko przekazywaniu dzieciom treści o tym, że „Przyjemność seksualna, włączając masturbację, jest źródłem fizycznego, psychologicznego, intelektualnego i duchowego dobrostanu?

Przekazywanie tego rodzaju informacji dzieciom w szkole, jest jak prowadzenie reklamy produktu, którego zakup ma doprowadzić do stanu psychologicznego, intelektualnego i duchowego szczęścia – w rzeczywistości, aby tak się stało musi, zaistnieć znacznie więcej czynników – jest to między innymi głębokość i trwałość związku, który budują z innym człowiekiem. Mamy więc do czynienia z przekazywaniem dzieciom nieprawdy już u samej podstawy takiego komunikatu. Dzieci sięgają po produkt i na progu swojego seksualnego życia doznają zranień, które rzutują później na ich sposób postrzegania siebie, innych ludzi, relacje rodzinne, czy potencjalne późniejsze małżeństwo.

Również ludzie na ogół nie osiągają szczęścia intelektualnego i duchowego stale się masturbując, ponieważ seks i przyjemność seksualna jest więziotwórcza. Pozbywając się tego wymiaru z seksualności  można osiągnąć orgazm, ale nie duchowy dobrostan. Ten jest dostępny wtedy, gdy człowiek ma stałe długotrwałe  poczucie bezpieczeństwa i ufności w stosunku do partnera, z którym nawiązuje głęboką emocjonalną, a dopiero w dalszej kolejności seksualną relację.

Jest więc oczywiste, że przekazując dzieciom tego rodzaju informację, zachęca się je do rozpoczęcia seksualnych doświadczeń i wikła we wszystkie konsekwencje wcześniej podjętej inicjacji seksualnej. Przy okazji, ukazując seks jako wyłącznie przedmiot użycia i zaspokojenia popędów. Zwłaszcza dziewczęta decydując się na obcowanie płciowe poszukują miłości, uwagi, uznania – często się zdarza, że również chłopcy  – dlatego, w permisywizmie seksualnym istnieje również potrzeba redefinicji miłości na poczet wypłyconych i doraźnych seksualnych doznań. Taka zredefiniowana Miłość to może być chwilowe uniesienie i uczucie, z którego warto zrezygnować, gdy się „wyczerpuje” – wyczerpane po pięciu minutach seksu nadal pozostaje „miłością”. Mamy do czynienia z całkowitą trywializacją tego pojęcia. Tam, gdzie w kulturze takie permisywne podejście do relacji seksualnych się utrwala możemy obserwować zanik zdolności do głębszych i długotrwałych relacji, a w konsekwencji ogólne pogorszenie intelektualnego, duchowego, a zwłaszcza psychologicznego „dobrostanu” całej populacji.

Warto zwrócić uwagę, że w zrewolucjonizowanych Stanach Zjednoczonych głównymi sponsorami rozpropagowywania permisywnej edukacji seksualnej w szkołach były firmy pornograficzne i aborcyjne.

Nigdy nie chciałabym, żeby moje dziecko w jakikolwiek sposób zdegradowało swoją osobowość do tak powierzchownie przeżywanych emocji i z tego, co wiem, gdy rodzice dowiadują się jakiego rodzaju naprawdę edukacji mają być poddane ich dzieci również nie są jej entuzjastami. W ciągu lat działalności spotkałam tylko nieliczne wyjątki od tej reguły wśród rodziców.

Nie są to zacofani ciemnogrodzianie – ale ludzie mocno osadzeni w realiach rzeczywistości, intuicyjnie lub świadomie zdający sobie sprawę, z fałszu takiego przekazu.

Czy ma Pani wiedzę na temat działań budzących niepokój lub zastrzeżenia rodziców prowadzonych w ramach edukacji antydyskryminacyjnej? Jeśli tak, to proszę opisać.

Jednym z przypadków wzbudzających ogromne kontrowersje jest działalność założyciela i wieloletniego działacza KPH  Roberta Biedronia w ZHP. Zebrano 20 tys. podpisów rodziców wzburzonych  propagowaniem homoseksualizmu i permisywnej edukacji seksualnej w strukturach  Związku. W ramach przeciwdziałania dyskryminacji młodzieży wyświetlano filmy gejowskie, rozpropagowywano publikacje np. „Sytuacje intymne w pracy wychowawczej”

Patrz: https://teczowezhp.pl/

Wielu rodziców było wzburzonych i wycofało udział swoich dzieci w ZHP po rozpowszechnieniu się tych informacji.

Od 2013 roku rodzice wielokrotnie zgłaszali się do Stowarzyszenia Rodzice Chronią Dzieci z prośbą o interwencje. W jednej z wrocławskich szkół dzieci dostawały oceny niedostateczne jeśli nie chciały wziąć udziału w zabawie w przebieranki dziewcząt za chłopców i chłopców za dziewczęta. W jednym z przedszkoli wrocławskich chłopczyk poinformował rodziców, że nie będzie chodził do przedszkola bo on nie jest dziewczynką i nie będzie się przebierał.

W szkole pod Wałbrzychem dziewczynka zemdlała podczas nachalnej edukacji seksualnej (nigdy nie wiadomo z jakimi zajęciami mamy w rzeczywistości do czynienia) , a w Łodzi chłopczyk w szkole podstawowej dostał ataku epilepsji – obie sprawy zamieciono pod dywan.

Pierwszoklasiści w dzień dziecka w podwrocławskiej szkole zostali wyprowadzeni na skandynawski film o królewnie Śnieżce, podczas którego zaprezentowano dzieciom gejowski akt seksualny. Tylko jedna nauczycielka miała odwagę to oprotestować i wyprowadzić dzieci z filmu.

W śląskim Sądzie toczy się obecnie postępowanie w sprawie dziewczynki, która zaczęła okazywać nienaturalne zainteresowanie masturbacją po niedługim pobycie w przedszkolu. Rodzice podejrzewają zewnętrzną organizację, która wtedy właśnie rozpoczęła zajęcia z dziećmi na terenie placówki. Dziecko zaczęło się zrywać i płakać po nocach, konsultacja psychologiczna potwierdziła fakt molestowania dziecka.

To tylko kilka przykładów

Na polu edukacji antydyskryminacyjnej KPH współpracuje ze Stowarzyszeniem Queerowy Maj, tymczasem na portalu queer.pl pojawiły się propozycje wymiany nagimi zdjęciami pomiędzy dziećmi i nastolatkami, ale także pomiędzy nastolatkami oraz osobami dorosłymi w anonsach randkowych tam zamieszczanych. https://czir.org/centrum-zycia-i-rodziny-zawiadamia-rzecznika-praw-dziecka-ws-szokujacych-anonsow-na-portalu-dla-osob-lgbt/

Skandaliczny fakt rozpowszechniania ulotek miał miejsce w 2005 r Urzędzie Miasta Krakowa w ramach kampanii „Zjednoczeni przeciw AIDS”. Ulotki wyłożono na korytarzu Urzędu Miasta Krakowa przed salą, w której odbywało się rozstrzygnięcie konkursu plastycznego dla 11- i 12-latków. W ulotce zatytułowanej „Żyj namiętnie, kochaj się bezpiecznie” wśród bezpiecznych sposobów uprawiania seksu „męsko-męskiego” wymieniane są: stosunek analny z prezerwatywą, „wzajemna masturbacja”, także „wytrysk na skórę partnera”. Mowa tam także o “penetrowaniu odbytu dłonią przy założonej gumowej rękawicy”. Ulotki wydawane zostały przez Krakowską Grupę gejów i Lesbijek a wydarzenie współorganizowało Stow. Lambda – koalicjant KPH na polu edukacji antydyskrymianacyjnej.

We Wrocławiu, na przeciwko wejść do przedszkoli i szkół rozwieszono plakaty reklamujące spektakl teatralny – przedstawiały one przezroczyste majtki młodej kobiety, w których trzymała ona swoją rękę (masturbacja) – fakt zgłoszono do prokuratury – jednak prokuratura umorzyła dochodzenie z powodu nie spełnienia przesłanki pornograficznej w treści plakatu. Zdarzenie nie dotyczyło co prawda „dyskryminacji” ale jest przykładem inwazji całego środowiska propagującego permisywizm seksualny.

W ramach „działalności antydyskryminacyjnej” odbywa się szturm edukatorów seksualnych na ośrodki dziennego pobytu osób niepełnosprawnych z upośledzaniem intelektualnym. Jedna z matek kontaktowała się z nami przerażona – ponieważ jej syn zaczął intensywnie się masturbować, po obecności pań edukatorek na ośrodku. Osoby upośledzone intelektualnie zazwyczaj mają problem z nadpobudliwością i rozchwianiem emocjonalnym. Matka wraz z personelem musiała włożyć duży wysiłek, żeby na nowo dziecko uspokoić. To wyraz skrajnej niekompetencji i oderwania od rzeczywistości. Podobne sygnały otrzymaliśmy od rodziców z kilku ośrodków i nauczycieli, dla których stowarzyszenia z koalicji antydyskryminacyjnej prowadziły szkolenia.

Autor