Jeszcze dekadę temu wydawało się, że komercyjna surogacja będzie się w świecie zachodnim tylko rozszerzać — jako kolejna „usługa reprodukcyjna” na globalnym rynku. Dziś kierunek jest odwrotny. W ciągu ostatnich dwóch lat Włochy uczyniły surogację „przestępstwem uniwersalnym”, Unia Europejska wpisała jej wykorzystywanie do definicji handlu ludźmi, Grecja zamknęła swój rynek dla zagranicznych usług surogacyjnych, Słowacja wpisała zakaz do konstytucji, ONZ wezwała do globalnej abolicji, a Parlament Europejski wprost „potępił praktykę surogacji”. Warto prześledzić ów proces krok po kroku, bo jego logika jest pouczająca: każdy kolejny etap był odpowiedzią na realne, udokumentowane nadużycia.

Azja zamyka drzwi

Historia zwrotu zaczyna się poza Europą. Do połowy poprzedniej dekady globalnymi centrami komercyjnej surogacji były Indie, Tajlandia i Nepal — kraje łączące niskie koszty z brakiem regulacji. W 2015 roku wszystkie trzy zakazały komercyjnej surogacji dla cudzoziemców po serii doniesień o masowej eksploatacji ubogich kobiet. Skandale — od „farm surogatek” po przypadki porzucania dzieci urodzonych z niepełnosprawnością — uczyniły dalszą tolerancję niemożliwą.

Rynek jednak nie zniknął. Zgodnie z żelazną logiką popytu przeniósł się tam, gdzie prawo wciąż na niego pozwalało. Głównym „eksporterem dzieci” została Ukraina.

Ukraina — „fabryka dzieci” Europy

Przed pełnoskalową wojną Ukraina była powszechnie wskazywana jako drugi po Stanach Zjednoczonych światowy ośrodek komercyjnej surogacji. Według szacunków kijowskiego prawnika Sergiia Antonova, specjalizującego się w prawie reprodukcyjnym, rocznie rodziło się tam od 2000 do 2500 dzieci z surogacji — z czego niemal połowa za pośrednictwem jednej firmy: BioTexCom, największej komercyjnej agencji surogacyjnej na świecie. Około 95% zamawiających rodziców stanowili cudzoziemcy. Przyciągała ich cena: pakiet w Ukrainie kosztował do ok. 80 tys. dolarów, podczas gdy w USA — nawet 200 tys.

To właśnie Ukraina pokazała Europie, jak cienka jest granica między „usługą reprodukcyjną” a handlem ludźmi. Lista udokumentowanych nadużyć jest długa.

W 2018 roku ukraińska prokuratura postawiła właścicielowi BioTexCom Albertowi Tochilovskiemu i głównemu lekarzowi kliniki zarzuty handlu ludźmi, fałszowania dokumentów i oszustw podatkowych; Tochilovsky trafił czasowo do aresztu domowego. Punktem wyjścia była sprawa włoskiej pary, która odkryła, że dziecko przywiezione z Ukrainy nie jest z nią genetycznie spokrewnione. Prokuratorzy wnioskowali o badania genetyczne ponad 200 dzieci w Europie i Chinach. Śledztwo zawieszono „w celu współpracy międzynarodowej” i do dziś nie zakończyło się procesem. Odrębne postępowanie o handel ludźmi wszczęto w 2021 roku wobec kliniki InterFiv. Według doniesień śledczych organów miała przekazywać rodzicom dzieci niebędące ich biologicznym potomstwem i fałszować dokumenty w celu wywożenia dzieci z Ukrainy.

Dziennikarskie śledztwa — od Al Jazeery po wspólne dochodzenie POLITICO i WELT z 2023 roku — dokumentowały warunki, w jakich rodziły surogatki: porody w przepełnionych szpitalach państwowych, groźby pozbawienia wynagrodzenia za skargi, brak opieki po porodzie. Jedna z surogatek, Alina, opisała to zdaniem, które trudno zapomnieć: „Traktowano nas jak bydło”. Były prokurator Yuriy Kovalchuk, nadzorujący śledztwa z lat 2018–2019, relacjonował, że co najmniej trzy kobiety zgłosiły się do organów ścigania po tym, jak w następstwie ciąż surogacyjnych usunięto im macicę.

Symbolem systemu stał się obraz z pandemicznego lockdownu 2020 roku: dziesiątki noworodków w hotelu Venice w Kijowie, ustawionych w rzędach łóżeczek, czekających tygodniami na rodziców-klientów, którzy nie mogli przekroczyć zamkniętych granic. Wojna tylko pogłębiła absurd: agencje przenosiły surogatki w bezpieczniejsze regiony i uspokajały klientów, że — jak ujął to prawnik BioTexCom — bardziej niż rakiety martwi ich dwudniowa podróż do Kijowa.

Co znamienne, zmiany dojrzewają dziś w samej Ukrainie: parlament rozpatruje projekt ustawy wprowadzającej ścisły nadzór nad branżą i faktycznie zamykającej ją dla cudzoziemców — z szerokim poparciem różnych sił politycznych.

Odwrót w Europie

To, co przez lata było przedmiotem raportów i apeli, w latach 2024–2025 zaczęło przechodzić w twarde prawo.

Włochy, 2024 — parlament uczynił surogację „przestępstwem uniwersalnym” (reato universale): obywatele Włoch odpowiadają karnie za zorganizowanie surogacji także za granicą. To zamknięcie furtki, z której korzystali klienci ukraińskich i amerykańskich klinik.

Unia Europejska, 2024 — Parlament Europejski przyjął nowelizację dyrektywy antyhandlowej z 2011 roku, wpisując „wykorzystanie macierzyństwa zastępczego” — obok nielegalnej adopcji i przymusowych małżeństw — do unijnej definicji handlu ludźmi. Wynik głosowania mówi wszystko o skali konsensusu: 563 głosy za, 7 przeciw, 17 wstrzymujących się. Dyrektywa wskazuje przy tym, że surogacja wiąże się z formami przymusu — ekonomicznego, emocjonalnego lub rodzinnego — oraz wprowadzania kobiet w błąd.

Grecja, maj 2025 — kraj o najbardziej rozwiniętym systemie surogacyjnym w UE ograniczył dostęp wyłącznie do rezydentów, kończąc z „turystyką reprodukcyjną”.

Grecki zwrot miał zresztą bardzo konkretny powód. W 2023 roku wybuchł skandal wokół kliniki na Krecie, badanej pod kątem handlu ludźmi, nielegalnych adopcji i łamania przepisów o surogacji — a w tle pojawiły się zarzuty, że państwowy regulator latami przymykał na to oko. Odpowiedzią był art. 46 ustawy 5197/2025, obowiązujący od maja 2025 roku: zarówno matka zamawiająca, jak i surogatka muszą mieć stałe miejsce zamieszkania w Grecji. Słowacja poszła jeszcze dalej. We wrześniu 2025 roku parlament w Bratysławie przyjął — dokładnie 90 głosami, czyli konstytucyjnym minimum — ustawę konstytucyjną nr 255/2025, a od 1 listopada w słowackiej konstytucji widnieje zdanie: „Zakazane jest zawieranie umowy o urodzenie dziecka na rzecz innej osoby”. To pierwszy kraj na świecie, który zakaz surogacji wpisał wprost do ustawy zasadniczej.

Słowacja — zakaz surogacji został wpisany do konstytucji, co czyni go odpornym na zwykłe większości parlamentarne.

ONZ i Parlament Europejski mówią stop

W październiku 2025 roku Reem Alsalem, specjalna sprawozdawczyni ONZ ds. przemocy wobec kobiet i dziewcząt, przedstawiła przełomowy raport dokumentujący naruszenia praw człowieka związane z surogacją na świecie — i wezwała do jej zakończenia. To głos o szczególnej wadze: nie konserwatywnego think-tanku, lecz mandatariuszki ONZ zajmującej się prawami kobiet.

Miesiąc później, 13 listopada 2025 roku, Parlament Europejski przyjął rezolucję w sprawie strategii równości płci, w której — po raz pierwszy w tak bezpośredniej formie — „potępia praktykę surogacji, która wiąże się z reprodukcyjną eksploatacją i wykorzystywaniem ciał kobiet dla zysku finansowego lub innego, w szczególności w przypadku szczególnie wrażliwych kobiet w krajach trzecich” i wzywa Komisję Europejską do podjęcia działań na rzecz wyeliminowania tego zjawiska. Rezolucja przeszła głosami 310 do 222.

Tydzień później w Parlamencie Europejskim odbyła się debata ekspercka „Surogacja: wyzwanie etyczne i polityczne dla Europy” z udziałem Alsalem. Włoski europoseł Paolo Inselvini podsumował jej przesłanie: istnieje zdeterminowany europejski front na rzecz zatrzymania eksploatacji reprodukcyjnej, a surogacja powinna stać się „przestępstwem uniwersalnym”.

W tle działa też ruch obywatelski: ogłoszona w 2023 roku Deklaracja z Casablanki zgromadziła prawników, lekarzy, feministki i osoby z osobistym doświadczeniem surogacji ze stu krajów wokół postulatu międzynarodowej abolicji tej praktyki.

Nieoczywista koalicja

Najbardziej uderzającym rysem tego procesu jest to, kto stoi po stronie krytyków. Sprzeciw nie jest wnoszony tylko przez konserwatystów. Przeciwko surogacji występują dziś ramię w ramię środowiska, które nie zgadzają się niemal w niczym innym: radykalne feministki widzące w niej komodyfikację kobiecego ciała; lewicowe posłanki alarmujące o eksploatacji ubogich kobiet z Ukrainy czy Gruzji; agendy ONZ; organizacje chrześcijańskie i prorodzinne wskazujące na godność dziecka, które nie może być przedmiotem umowy. Argument o „prawie do dziecka” przegrywa dziś z pytaniem, które łączy te środowiska: czy człowiek — matka i dziecko — może być przedmiotem kontraktu?

Właśnie dlatego głosowania w PE wyglądają tak, a nie inaczej: dyrektywę antyhandlową poparło 563 europosłów niemal ze wszystkich frakcji.

Co dalej?

Proces nie jest zakończony — i ma swoje wewnętrzne sprzeczności.

Największą jest projekt rozporządzenia o Europejskim Certyfikacie Rodzicielstwa, forsowany przez Komisję od grudnia 2022 roku: przewiduje on automatyczne uznawanie w całej UE rodzicielstwa ustanowionego w jednym państwie członkowskim — w tym rodzicielstwa powstałego w drodze surogacji. Ten sam Parlament, który potępił surogację, w 2023 roku zaopiniował certyfikat pozytywnie — sprzeczność, którą wytknęła mu m.in. europejska federacja stowarzyszeń rodzin katolickich FAFCE. Rozporządzenie wymaga jednomyślności w Radzie; Polska i Węgry zapowiedziały weto i projekt pozostaje zamrożony. Gdyby jednak kiedykolwiek wszedł w życie, zobowiązałby państwa zakazujące surogacji do uznawania jej skutków prawnych — de facto normalizując tylnymi drzwiami praktykę, którą UE równocześnie wpisała do definicji handlu ludźmi.

Certyfikat nie jest zresztą jedynym przykładem tego, że Bruksela mówi w tej sprawie dwoma głosami. 13 listopada 2025 roku Parlament Europejski potępił surogację jako eksploatację kobiet — a zaledwie osiem dni później, 21 listopada, Komisja Europejska wszczęła przeciwko Słowacji postępowanie naruszeniowe (INFR(2025)2208) w związku z tą samą poprawką konstytucyjną, która surogacji zakazuje. Jedna instytucja unijna wzywa do wyeliminowania praktyki, druga ściga kraj, który potraktował to wezwanie najpoważniej w Europie. Trudno o lepszą ilustrację tego, że deklaracje i realna polityka wciąż biegną w Unii osobnymi torami.

Drugą niewiadomą jest sama Ukraina: czy procedowana w Radzie Najwyższej ustawa zamknie największy europejski rynek surogacyjny, czy — jak poprzednie próby — utknie pod presją branży wartej setki milionów dolarów rocznie.

Lekcja z dekady

Prześledzenie tego procesu prowadzi do wniosku, który wykracza poza samą surogację. Każdy etap zwrotu — od Indii po rezolucję PE — był wymuszony nie ideologią, lecz faktami: udokumentowanymi krzywdami kobiet, dziećmi traktowanymi jak towar z opcją reklamacji, śledztwami o handel ludźmi. Rynek, który obiecywał „dar życia”, potrzebował zaledwie kilkunastu lat, by dostarczyć materiału dowodowego na rzecz własnej delegalizacji.

Europa wyciąga z tego wnioski powoli i niekonsekwentnie — ale kierunek jest już wyraźny. Pytanie nie brzmi dziś, czy komercyjna surogacja będzie w Europie ograniczana, lecz jak szybko i czy furtki w rodzaju Europejskiego Certyfikatu Rodzicielstwa zostaną domknięte, zanim rynek znajdzie sobie kolejną Ukrainę.

Autor