Wielka Brytania w tym samym roku robi dwie rzeczy, które trudno ze sobą pogodzić. NHS England wstrzymało wydawanie nastolatkom hormonów płci przeciwnej, bo nie ma dowodów, że pomagają. Równocześnie sąd dopuścił badanie kliniczne, w którym blokery dojrzewania mają dostać dzieci od 11. roku życia.


Dwa ruchy w przeciwnych kierunkach

9 marca 2026 r. NHS England, czyli publiczna służba zdrowia w Anglii, wstrzymało nowe recepty na hormony „maskulinizujące i feminizujące” (testosteron i estrogen) dla pacjentów poniżej 18. roku życia. W praktyce chodzi o 16- i 17-latków, bo młodszym tych leków i tak już nie przepisywano. Decyzja opierała się na dziesięciu niezależnych przeglądach badań. Prof. James Palmer, dyrektor medyczny NHS England ds. usług specjalistycznych, podsumował je tak: dostępne dowody „nie uzasadniają dalszego stosowania” tych hormonów u niepełnoletnich, a na ich podstawie „nie możemy powiedzieć, czy są szkodliwe, czy skuteczne”.

Jednocześnie ogłoszono 90-dniowe konsultacje. Zakończyły się 7 czerwca. Projekt nowej polityki mówi wprost, że hormony nie mają już być rutynową metodą leczenia osób niepełnoletnich w publicznym systemie. Nastolatki, które już je przyjmują, mogą kontynuować terapię, ale każdy przypadek ma zostać indywidualnie przejrzany przez lekarzy.

Pięć miesięcy później, 31 lipca, High Court w Londynie oddalił skargę rodziców i byłej pacjentki przeciwko badaniu PATHWAYS. To pierwsze w Wielkiej Brytanii randomizowane badanie kliniczne blokerów dojrzewania u dzieci z „niezgodnością płciową”. Od 1 sierpnia może rekrutować uczestników.

Skąd ta sytuacja: Cass Review

Oba wątki zaczynają się w tym samym miejscu. W kwietniu 2024 r. pediatra Hilary Cass opublikowała na zlecenie NHS raport o leczeniu dzieci z dysforią płciową. Ocenił on bazę dowodową dla blokerów dojrzewania jako „wyjątkowo słabą”. W sprawie hormonów raport zalecał „skrajną ostrożność” i domagał się „jasnego uzasadnienia klinicznego”, dlaczego podawać je przed 18. rokiem życia, a nie poczekać.

Brytyjskie instytucje wyciągnęły z tego dwa różne wnioski: wobec blokerów: w grudniu 2024 r. wprowadzono bezterminowy zakaz ich przepisywania osobom poniżej 18 lat w leczeniu dysforii, zarówno w NHS, jak i prywatnie. Wyjątkiem są badania naukowe. Zakaz ma zostać ponownie oceniony w 2027 r. Ponieważ brakuje dowodów, uznano, że trzeba je zebrać w kontrolowanym badaniu. Tak powstał PATHWAYS. Wobec hormonów: zlecono przegląd badań, a po nim w marcu 2026 r. wstrzymano nowe recepty.

W obu przypadkach punkt wyjścia jest ten sam: nie wiemy, czy to działa. Konsekwencje są różne. W jednym przypadku państwo przestaje podawać lek. W drugim podaje go dzieciom w ramach badania, żeby się dowiedzieć.

PATHWAYS: badanie, które się zatrzymało i ruszyło

Badanie prowadzą King’s College London i South London and Maudsley NHS Foundation Trust. Cały program PATHWAYS otrzymał 10,7 mln funtów. Główne badanie ma objąć 226 uczestników poniżej 16. roku życia. Połowa ma dostać blokery od razu, druga połowa po roku opóźnienia. Przez dwa lata naukowcy mają obserwować m.in. jakość życia, zdrowie psychiczne, rozwój fizyczny i funkcje poznawcze. Część dzieci przejdzie badania obrazowe mózgu.

Regulatorzy, czyli agencja leków MHRA oraz urząd ds. badań HRA wraz z komisją etyczną, zatwierdzili badanie w listopadzie 2025 r. W lutym 2026 r. nastąpił zwrot. 20 lutego MHRA wstrzymała przygotowania do badania. W liście do badaczy agencja napisała, że dla uczestników istnieje „potencjalnie znaczące i jak dotąd nieoszacowane ryzyko długoterminowych szkód biologicznych”, a bezpieczeństwo biologiczne w tej grupie „nie zostało definitywnie wykazane”. Zaproponowała stopniowe podejście, zaczynając od 14 lat jako dolnej granicy wieku.

W marcu z nadzoru nad badaniem wyłączył się prof. Jacob George, główny naukowiec MHRA, który stał za lutową pauzą. Stało się to po doniesieniach prasowych, że wcześniej wyrażał w mediach społecznościowych poglądy krytyczne wobec ideologii gender. Oficjalnym powodem było uniknięcie wrażenia stronniczości.

19 czerwca MHRA ogłosiła porozumienie w sprawie zmienionego protokołu. Wprowadzono minimalny wiek: 11 lat dla dziewczynek i 12 dla chłopców. To nie 14 lat, o które pytała agencja. Dodano jaśniej określone kryteria przerwania terapii ze względu na kości, funkcje poznawcze i krwawienia z pochwy oraz dokładniejsze informacje o zabezpieczeniu płodności. Zespół badawczy sam przyznał, że w projekcie „nie ma większych zmian”. Dodał też, że lutowe wątpliwości MHRA „nie wynikały z pojawienia się nowych dowodów naukowych”.

Według relacji organizacji Transgender Trend badacze napisali ponadto, że uznają za „bardzo mało prawdopodobne”, by i tak rekrutowali dzieci poniżej nowej granicy wieku. Jeśli to prawda, nowa „granica bezpieczeństwa” niewiele zmienia w praktyce.

Sąd: nie „czy słusznie”, tylko „czy legalnie”

Skargę złożyli Bayswater Support Group (organizacja zrzeszająca ok. 800 rodziców dzieci identyfikujących się jako transpłciowe lub niebinarne), psychoterapeuta James Esses oraz Keira Bell. Bell jako nastolatka przeszła przez blokery, hormony i mastektomię, a potem wycofała się z tranzycji. W 2020 r. była powódką w głośnej sprawie przeciwko klinice Tavistock.

Po dwudniowej rozprawie (27–28 lipca, ponad 13 tys. stron akt, 31 oświadczeń świadków) sędzia Martin Chamberlain odmówił zgody na dalsze postępowanie i nie wstrzymał rekrutacji (sygn. [2026] EWHC 2043 (Admin)). Uznał, że żaden z pięciu zarzutów nie ma „realnej szansy powodzenia”.

Uzasadnienie warto czytać uważnie, bo mówi przede wszystkim o granicach kontroli sądowej:

  • Badanie zaprojektowano, zdaniem sędziego, „ze szczególną starannością”. Do udziału kwalifikuje się dzieci z utrwaloną niezgodnością płciową, badane przez wiele miesięcy. Wymagana jest zgoda dziecka, zgoda rodzica i druga opinia krajowego zespołu specjalistów.
  • Gdy ustawodawca powierza decyzję wyspecjalizowanemu regulatorowi, sąd „musi być bardzo ostrożny” w jej podważaniu. Jego zadaniem nie jest ocena, czy zgadza się z decyzją, tylko sprawdzenie, czy zapadła zgodnie z prawem.
  • Zatwierdzenie „pragmatycznego” badania było „w najwyższym stopniu kwestią oceny” MHRA i HRA.
  • Nawet gdyby skarga miała szanse, sędzia i tak nie wstrzymałby rekrutacji. Uznał, że szkoda dla interesu publicznego i uczestników w razie wstrzymania badania przeważa nad ryzykiem dla dzieci, gdyby badanie ruszyło, a skarga ostatecznie wygrała.

Wyrok nie mówi więc, że blokery są bezpieczne ani że badanie jest etyczne. Mówi, że regulatorzy mieli prawo tak zdecydować. To ważne rozróżnienie dla każdej rzetelnej relacji z tej sprawy.

Keira Bell nazwała wyrok „tragedią”. Esses zapowiedział konsultacje z prawnikami w sprawie apelacji. Bayswater przypomniało, że zgodnie z brytyjskimi przepisami o badaniach klinicznych i Deklaracją Helsińską dzieci, które nie mogą same wyrazić zgody, wolno włączać do badań tylko wtedy, gdy mają realną szansę na bezpośrednią korzyść. Według organizacji nie wolno ich poddawać interwencjom eksperymentalnym tylko po to, by sprawdzić, czy jakakolwiek korzyść w ogóle istnieje. Do dnia publikacji nie znaleźliśmy potwierdzenia, czy apelację faktycznie złożono ani czy rekrutacja uczestników już się rozpoczęła.

Paradoks „terapii docelowej”

Najciekawsze zdanie uzasadnienia dotyczy tego, co będzie z dziećmi po zakończeniu badania. Sędzia odnotował, że MHRA uznała za „kluczową” kwestię tzw. terapii docelowej, czyli to, czy uczestnicy będą mieli później dostęp do blokerów lub hormonów płci przeciwnej.

Blokery dojrzewania rzadko są celem samym w sobie. W dotychczasowej praktyce były zwykle pierwszym etapem drogi, która kończyła się hormonami płci przeciwnej. Tymczasem NHS England od marca nie wydaje nastolatkom nowych recept na te hormony, a projekt jego polityki przewiduje, że w publicznym systemie nie będą one dostępne rutynowo przed 18. rokiem życia.

Dziecko, które w wieku 12 lat trafi do badania, dostanie więc lek zatrzymujący naturalne dojrzewanie. Co najmniej przez kilka lat nie będzie jednak miało w NHS dostępu do kolejnego etapu, do którego ten lek miał prowadzić. MHRA uznała, że mimo to uczestnicy mogą odnieść „pewną bezpośrednią korzyść”, a sąd uznał tę ocenę za racjonalną w sensie prawnym. Pytanie, na czym ta korzyść ma polegać, pozostaje jednak otwarte. Krytycy badania od początku zadawali je głośniej niż ktokolwiek inny.

Granice eksperymentu

Eksperymenty na człowieku nie są moralnie dopuszczalne, jeśli narażają życie lub integralność fizyczną i psychiczną osoby na ryzyko nieproporcjonalne albo dające się uniknąć. Zgoda uczestnika, a tym bardziej zgoda udzielona w jego imieniu, nie usprawiedliwia działań, które same w sobie godzą w godność człowieka.

W przypadku dziecka, które nie może w pełni zrozumieć wpływu leku na płodność, kości i dojrzewający mózg, ciężar tej zasady przechodzi na dorosłych: rodziców, lekarzy i regulatorów. Ciało nie jest materiałem do dowolnego przekształcania. Jest częścią tożsamości osoby, przyjętej jako dar, a każda interwencja zmiany płci co do zasady niesie ryzyko naruszenia wyjątkowej godności, jaką człowiek otrzymuje od chwili poczęcia. Naturalne dojrzewanie nie jest chorobą wymagającą leczenia, tylko etapem stawania się kobietą albo mężczyzną.

Brytyjski komentator w lutym napisał o „nieoszacowanym ryzyku długoterminowych szkód biologicznych”. Cztery miesiące później uznał, że wystarczy przesunąć granicę wieku o rok i dopisać kilka kryteriów przerwania terapii. Nowe dowody się nie pojawiły, co przyznał sam zespół badawczy. Trudno oprzeć się wrażeniu, że zmieniła się nie ocena ryzyka, tylko gotowość, by je zaakceptować.

Wielka Brytania przez lata była wzorem dla zwolenników „afirmatywnego” modelu leczenia dzieci. Od raportu Cass stała się dla nich przestrogą, a dla innych państw punktem odniesienia. Tym bardziej warto uważnie patrzeć, czy ten zwrot zostanie doprowadzony do końca, czy utknie w połowie drogi: z hormonami zatrzymanymi, a blokerami wracającymi tylnymi drzwiami, w białym fartuchu badania naukowego.

Autor