Kiedyś, miałem możność przebywać w środowisku doktorantek, wśród intelektualistek. Nie trudno było zauważyć, że intelektualistka jest kobietą zmaskulinizowaną, która obawia się funkcji kobiecych. Jej sukces intelektualny, oparty na zawiści penisa, został zdobyty kosztem utraty kobiecości.
Im bardziej zaznajamiamy się ze szczegółami kobiecej „nowoczesności”, tym mniej imponujące szczegóły wychodzą na jaw. Kobieta „wyzwolona” przegrywa z naturą, gdyż nie jest w stanie myśleć obiektywnie i wypracować realnej koncepcji własnego życia. Jej decyzje życiowe nie łagodzą napięcia nerwowego, lecz je wzmagają. Kobieta, która się wyzwoliła, tylko w sytuacjach wyjątkowych odniosła sukces jako kobieta. Najczęściej, jej wnętrze jest w stanie bolesnego chaosu (stargane nerwy), gdyż jej sukces może być mierzony miarą świata męskiego, do którego należeć nie może.
Powiedzmy, jeżeli któraś ze wspomnianych doktorantek posiada już doktorat i habilitację, jest autorką kilku traktatów naukowych (wszystkie są doskonałe), ma za sobą dwa rozwody i nawet „aż” dwoje dzieci, wychowanych przez obcych, której nazwisko nie schodzi z łamów prasy, którą w regularnych odstępach czasu można zobaczyć w okienku telewizora, która bierze udział w licznych naradach i obradach, najczęściej o wszystkim i o niczym, nawet mająca szanse zostać premierem, pomimo, iż jest obiektem podziwu i zawiści wśród kobiet, musi żyć jako sztuczny mężczyzna i ciągle obawiać się, że zawiedzie. Jej dramat życiowy powiększa się, kiedy jest wrakiem rozwodowym, skazanym na samotność.
Dlaczego skazaną na samotność? Otóż, kobieta 'wyzwolona”, jako rywalka mężczyzny, musi rozwinąć w sobie cechy agresywności, zwierzchnictwa, niezależności i władczości, a to jest zaprzeczeniem kobiecości. Pogoń za karierą, czym jest praca plus cel prestiżowy, jest natury męskiej, ponieważ jest eksploatująca i obowiązuje w świecie zawodowym. Tym samym, finałem jest maskulinizacja kobiety. Jej sytuacja jest nie do pozazdroszczenia, gdyż niezależnie od sukcesów pozadomowych odczuwa wewnętrzną potrzebę zaspokojenia pragnień czysto kobiecych.
Wiadomo, jednym z nich jest zadowolenie z pożycia płciowego. Jest to cel nadrzędny i nie ma w tym nic wyjątkowego. Z tym, że kobieta „wyzwolona” pragnie zaznawać orgazmicznej równości z mężczyzną. Jej pożycie płciowe jest zracjonalizowane i zintelektualizowane, nastawione na uzyskanie satysfakcji identycznej z doznawaną przez mężczyzn. Wydaje się jej, że im więcej zdobędzie doświadczenia w pożyciu płciowym, tym częściej będzie „nasycona”. Jest to pomyłka tragiczna. Bowiem, zadowolenie seksualne nie jest doświadczeniem zdobytym w wyniku „walenia się’ i nie wypływa z kopulacji „stylowej” (z figurami). Tutaj, musi dojść do rozczarowania, gdyż środek do celu staje się celem samym w sobie. Zawsze tak jest. Dalej, im silniejsze jest pragnienie pozbycia się kobiecości, tym mniejsze są szanse na bycie usatysfakcjonowaną tak uczuciowo, jak i zmysłowo. Przecież, unikanie uległości i bierności, unikanie gotowości do zaufania bez obawy bycia poniżoną, czy też unikanie gotowości do przyjęcia ostatecznego celu pożycia płciowego, to jest, gotowości do zajścia w ciążę, to wszystko spłyca akt kopulacji i czyni aktem wyrachowania. Tym samym, pragnienie bycia równą chłopu, który ją zaspokaja, musi skończyć się złością i zawziętością wymierzoną we wszystkich mężczyzn. Zawodząc ,jako kobieta, nie jest w stanie dawać satysfakcji seksualnej, ani też jej zaznawać.
Takie kobiety zazwyczaj są nerwowe, popadają w stan przygnębienia, źle sypiają i mają wygórowane wymagania tak wobec męża (partnera), jak i dzieci (o ile są); co jest podświadomym karaniem ich za własną niemoc. W przypadkach krańcowych, finałem jest paranoja. Wówczas, mąż jest krytykowany z niezliczonych powodów: jako samolub, jako człowiek szorstki w obyciu, jako niezrównoważony i oschły, co w sumie może nie być prawdą. Powoduje tylko, że mąż czuje się bezsilny i niezaradny.
Zawsze, kiedy kobieta nie jest w stanie pogodzić się z byciem zależną od męża i widzieć w nim źródło nasycenia własnych pragnień, to nieuniknienie rywalizacja przenosi się na teren pożycia płciowego i w stopniu poważnym zaniża wydolność seksualną. Widząc, że nie może żonie 'dogodzić”, mąż czuje się upokorzony, gdyż zawodzi w dziedzinie, w której powinien być mistrzem oraz inicjatorem. Coraz częściej 'wysiada’, co pogłębia katastrofę psychiczną zmaskulinizowanej połowicy, z którą przyszło mu żyć pod jednym dachem. Żona nabiera przeświadczenia, że jest opuszczona i niepotrzebna. Myśli więc o rozwodzie, z nadzieją, że w ten sposób pozbędzie się okoliczności ją irytujących. Gdy dochodzi do rozwodu, to główną motywacją bywa „niedobranie seksualne małżonków”.
Do rewolucji francuskiej, kobiety były widziane jako matki kochające (i kochane), jako żony oraz jako nie do zastąpienia towarzyszki w drodze przez życie. Cóż, materializm 1 komercjalizm dziewiętnastowieczny, uwolniony od spuścizny Średniowiecza przez osiemnastowieczne Oświecenie, sięgnął po pomysły arystokratów zdegenerowanych i rewolucyjnych, aby stworzyć zmienny wzorzec kobiety. Tego w przeszłości historycznej nie było. Nastała więc moda na masową tandetę przemysłową i na masową kobietę tandetną, jako główną konsumentkę.
Kobieta tandetna poczęła wyczuwać intuicyjnie, że gubi coś ważnego, co wiąże ją z mężczyzną. Bowiem, mężczyźni zaczęli tracić zainteresowanie kobietami uwolnionymi od ciąży i rodziny, jałowymi kurtyzanami. Tak, przyszłość mężczyzny została uwolniona od obecności kobiety. Jego ”postęp’ przestał zależeć od tego, co dzieje się w domu. Należało jakoś temu zaradzić.
Skoro kurtyzana przyciąga uwagę mężczyzn, emancypantki postanowiły przeobrazić się w kurtyzany. Skoro stały się towarem, musiały wyglądać atrakcyjnie i musiały być reklamowane jak towar rynkowy. Ku wielkiemu zadowoleniu magnatów kosmetycznych, jubilerów i twórców mody, poczęły nadużywać strojów, perfum, biżuterii itp. Nic też dziwnego, że w żurnalach mody i nie tylko tam, kobieta poczęła być przedstawiana w pozach sugestywnych, z pseudoorgazmicznym grymasem na twarzy. Dodatek orgazmiczny jest widoczny szczególnie na reklamach perfum i kosmetyków, gdyż kopulacja ściśle wiąże się z zapachami. Skropiona perfumami kobieta sygnalizuje pragnienie stosunku płciowego. Często, nie zdając sobie z tego sprawy.
Przede wszystkim, kobieta kobieca stroi się dla innych kobiet; jako ich rywalka. Kobieta tandetna poczęła stroić się dla mężczyzn; jako ich obiekt cielesnego pożądania. Przedstawia się jako kobieta w ferworze ekstazy seksualnej. „-ochanie” i „-achanie” może sobie dofantazjować oglądający ją napalony mężczyzna.
Od wieku dziewiętnastego począwszy, byle szwaczka i praczka, ubrana w szmirowate futro i biżuterię, w chwilach wolnych od pracy mogła udawać Madame de Pompadour; chociażby w miejscowej knajpie. Stosunek do kobiet zmienił silę diametralnie. Wprawdzie, kobiety poczęły być traktowane z konwenansami, ale nie jako żony i matki dzieciom. Były to konwenanse stosowne dla samowystarczalnych kurtyzan. Kobieta tandetna zapomniała tutaj o rzeczy najistotniejszej, a mianowicie, że wprawdzie kurtyzany zwabiają mężczyzn do łóżka, lecz rzadko kiedy doświadczają zaspokojenia seksualnego. Głównie, z powodów psychicznych. Ich zajęcie jest pozbawione końca, jest pozbawione zadośćuczynienia naturalnego. Kiedy zrobią to, co do nich należy, w każdej chwili mogą być oddalone, bez cienia żalu. Nikt nad nimi nie użali się, gdyż ich „afery” stały się ich sprawą prywatną. Kurtyzany zawsze są widziane jako identyczne krople wody (trochę przybrudzone) w oceanie masy ludzkiej. Liczy się głównie to, że kurtyzana samowystarczalna jest konsumentką. Żyjąc własnym życiem, posiada własne pieniądze, które może wydawać nieskrępowanie. I to było ważne, tak dla emancypantki, tak i dla handlarza tandetą. Zarobione pieniądze dawały jej przeświadczenie ułudne, że jest równa mężczyźnie, że jest władcza i „wolna”.
Feministki szczycą się, że ich kobieta „pracuje”. To tak, jakby praca była dla kobiety czymś nowym. W istocie rzeczy, kobiety pracują w pocie czoła od zarania dziejów rodzaju ludzkiego. Nowością w pracy kobiet współczesnych jest to, że pracują poza domem, że pracują za wypłatę, która teoretycznie daje im „niezależność” i „równość’. Zatem, nie powinno już być żadnych przeszkód, aby czuły się tak jak mężczyźni. Cóż, lata płyną, i nie czują się.
To nie jest wszystko. Przez długie wieki, symbolem kobiecości i jej siły była kołyska dziecięca, kądziel i kołowrotek. Widać to wyraźnie na obrazach muzealnych. W wieku dziewiętnastym, symbolami kobiecości stały się turniura i parasol; co również można dostrzec w muzeach. Za to, w wieku dwudziestym, kobiecość reprezentuje szminka do ust (i nie tylko do ust), mikroskop, komputer, a nawet młotek i obcęgi. Tym samym, kobiecość zagubiła swoją definicję i pozostała z niczym. Lecz, o tym za chwilę.
W przeszłości historycznej, kobieta nie przywiązywała zbyt wielkiej wagi do świecidełek i strojenia się. Wprawdzie, były używane gorsety, perfumy, puder 1 szminka, lecz nie na co dzień. Na okazje wyjątkowe. Zazwyczaj, kobiety musiały myśleć o wiele ważniejszych sprawach. Proszę zauważyć, że rozwój mody u kobiet i u mężczyzn poszedł w przeciwnych kierunkach. Mężczyzna interesu począł ubierać się w sposób powściągliwy i pełen prostoty. Jako człowiek prowadzący biznes poważny, odkrywczy, wynalazczy i wytwórczy, musiał odejść od fanfaronady osiemnastowiecznej. Natomiast, kobieta „wyzwolona” stała się kukłą frywolną, pozbawioną indywidualności.
Zmiana w symbolice oraz w ideałach kobiecych jest odzwierciedleniem zasadniczej degradacji rangi społecznej kobiety „postępowej”. Została oderwana od solidnej rzeczywistości i rzucona w objęcia świata fantazji, wypełnionego chłodem i wyrafinowaniem. Teoretycznie, kobiety uzyskały wyższą pozycję społeczną. Jednak, stały się istotami abstrakcyjnymi, pozbawionymi cech wyjątkowych i wyjątkowych względów. Emocjonalny stosunek do kobiet jest bardziej wyrafinowany i daje im mniejszą ochronę; pomimo przyznania kobietom wielu praw i przywilejów (w wielkim pośpiechu, jak dla wrzeszczącego niemowlęcia).
Kobiety mody stały się kobietami produkcji masowej, jak puszki konserwowe, lub kostki mydła. Jest trudno je odróżnić od siebie. Moda poczęła obowiązywać wszystkie kobiety: gospodynie domowe, robotnice, urzędniczki, kurtyzany, a nawet siostry zakonne. Bez względu na to, czy mają lat siedemnaście, czy siedemdziesiąt, usiłują wyglądać jak podlotek.
Kobieta, kiedy patrzy w lustro, stara się dostrzec w nim swoją przyszłość, swoje szanse życiowe (lub ich brak). Cóż, neurotyczka „wyzwolona” spogląda w lustro co godzinę, a nawet częściej. Jej niepokój wewnętrzny potwierdza brak poczucia bezpieczeństwa; nie tylko u niej, ale w całym narodzie, którego jest cząstką. Jest to obawa neurotyczna, bez istnienia realnej prowokacji z zewnątrz, jak wojna, głód, epidemia itd.
Na nerwowości kobiet żerują reklamy. Tak, reklamy handlowe z reguły żerują na ludzkim strachu: w przypadku kobiety, że przestanie być kochana, lub że nikt jej nie pokocha, a w przypadku mężczyzny, że stanie się bezsilny. Przemysł reklamowy obiecuje przywrócić zaufanie do siebie, obiecuje zrobić człowieka władczym. Co sezon podsuwa nowe pomysły rozwiązania „problemu”.
Krótko mówiąc, rewolucja francuska, z 1789 roku, poprzewracała ludziom w głowach. Następnie, dziewiętnastowieczna rewolucja przemysłowa poprzewracała ludziom w domach.
CDN
źródło: dr Romuald Gładkowski „Ofiara rewolucji”, Toronto 1992