Czym jest dom, wiemy wszyscy dobrze. Daje nam schronienie. Jest miejscem do przygotowywania i spożywania posiłków, do kopulacji, do wychowywania dzieci i do spotkań towarzyskich. W istocie rzeczy, dom jest dla człowieka prze¬dłużeniem przebywania w matczynym łonie: daje schronienie i ciepło, odżywia, pozwala rozwijać się i przybierać na siłach. Zawsze, ze słowem „dom” kojarzy się nam odległy dom rodzinny, z okresu dzieciństwa, oraz podświadomie, ciepło i bezpieczeństwo łona matczynego (i jak tutaj mówić, iż dziecko nieurodzone nie jest człowiekiem, że jest „warzywem” i można je „wyskrobać”?). O ile ktoś nie miał domu w dzieciństwie, to mimo wszystko tęskni za domem wymarzonym, gdyż jest to potrzeba naturalna każdego człowieka. Pragnienie posiadania domu ma charakter uczuciowy i jest bezlitośnie wykorzystywane przez handlarzy domami.

Rewolucja przemysłowa sprawiła, że dom utracił znaczenie ekonomiczne. Większość zajęć domowych zastąpiły restauracje, pralnie, piekarnie i fabryki konserw. Nawet problem kopulacji może rozwiązać koleżanka biurowa i burdel. Zatem, dom został zredukowany do miejsca o ograniczonej ilości wydarzeń. Przestał być centrum życia rodzinnego. Stał się miejscem, w którym stoi łóżko i nic poza tym. Przestał być przestronnym miejscem stałego pobytu, miejscem odosobnionym. Zapędzono ludzi do ciasnych mieszkań w blokach, gdzie spoglądają na siebie z ukosa i unikają się nawzajem. Ciasne mieszkania stały się miejscem, w którym domownicy niechętnie przebywają. Dom utracił znaczenie jako miejsce do wypoczynku i rozrywki. Kina, teatry, kluby, sale taneczne (dyskoteki), obiekty sportowe 1tp. wykradły domowi czas spędzany w nim przez domowników. Nawet kompulsywne oglądanie telewizji jest złodziejem czasu domowego i izoluje członków rodziny od siebie. Coraz to mniej spraw wiąże domowników ze sobą. Ich horyzonty myślowe są wypełnione odmiennymi widokami. Coraz to mniej posiłków jest przyrządzanych wspólnie i wspólnie spożywanych. Coraz to mniej spotkań rodzinnych i sąsiedzkich. Nie mamy na to czasu. Poza tym, imprezy kosztują. Człowieka postępowego na to nie stać, gdyż do końca życia siedzi w długach.

Rzeczywiście, dom stał się miejscem, w którym domownicy śpią, czasami jedzą, gdzie kąpią się i kopulują; co w sumie jest tylko epizodem wśród zajęć codziennych. Dom stał się miejscem, z którego domownicy pragną uciec. Nie pomaga tu lodówka, pralka, roboty kuchenne i maszyna do zmywania naczyń. Dom współczesny jest wypełniony ułudą. Potwierdza to masowa emigracja ludzi, z kraju do kraju. Naiwnie, poszukujemy Nowego Świata, w którym moglibyśmy odbudować dom utracony.

Do wieku dziewiętnastego, dom był przybytkiem, w który kobieta inwestowała materialnie oraz uczuciowo. Wprawdzie, zniszczenie domu tradycyjnego dotknęło wszystkich, jednak najbardziej ucierpiała kobieta i to jest głównym powodem, że stała się jędzą. Jest wprost niemożliwe, aby móc zrozumieć kobietę „wyzwoloną” bez zdawania sobie sprawy, co stało się z domem, w którym przez wieki kobieta była królową. Nie, drogi czytelniku, kobieta nie została wyzwolona od domu, który rzekomo ja zniewalał. Po prostu, rewolucjoniści wyrzucili ją przez okno, jak rzecz bezużyteczną, którą wiatry ideologiczne poniosły w kierunku przypadków. Psychika kobiety doznała wstrząsu tektonicznego.

Tracąc dom, najboleśniejszy cios otrzymała kobieta przez dewaluację dzieci. Przecież, to posiadanie dzieci dawało jej wartość społeczną. Im więcej ich miała, tym wyżej stała ekonomicznie i tym większe miała poważanie. Naród był tym silniejszy, im więcej było dzieci, gdyż dzieci dawały wkład do rodzinnej zamożności. Nagle, wszystko się zmieniło. Dzieci stały się ciężarem społecznym. Im więcej jest dzieci, tym więcej gęb pasożytniczych do wyżywienia. Okres edukacji wydłużył się i wydłużył się okres przygotowawczy do samowystarczalności., Wszystko odbywa się w napiętej atmosferze emocjonalnej. Wykształcenie dzieci kosztuje. Nigdy nie było darmowe i nigdy nie będzie. Wbrew propagandzie socjalistów. System podatkowy nam to dowiódł. Zaczęło „opłacać się” nie mieć dzieci w ogóle, a za żadne skarby nie więcej jak dwoje. Dla dobra narodu, niechaj sąsiedzi je płodzą. Oto filozofia życia zwolenników ideologii liberalizmu.

Odmawiając udziału w niekończącym się dziele Stworzenia, kobieta „wyzwolona” zdewaluowała samą siebie tak psychicznie, jak i biologicznie. To jest już demoniczne: Non serviam! w pełnym opierzeniu.

Pragnę tutaj zaznaczyć, że zwolennicy ideologii feminizmu twierdzą wykrętnie, iż uzyskując prawo do kontroli własnego ciała kobiety przestały być zmuszane do rodzenia(!). To nie jest prawdą, gdyż kobieta nigdy nie zbuntowała się dobrowolnie przeciwko rodzeniu dzieci. Do buntu została zmuszona. Społeczeństwo handlowo-technologiczne, społeczeństwo konsumpcyjne, jest tak zorganizowane, że karze te kobiety, które mają zbyt dużo dzieci.

Feministycznie nastawiona propaganda w środkach masowego przekazu wyrobiła w ludziach przeświadczenie, że przed rewolucją przemysłową kobieta egzystowała poniżona, bez żadnych praw i bez zadowolenia wewnętrznego. Zetknąłem się z wypowiedziami, że nawet była zaprzęgana do pługa, gdy mąż potrzebował konia do innych celów.

Po pierwsze, większego woła roboczego, jak kobieta wyzwolona trudno jest sobie wyobrazić. Po drugie, nasze prababki nie były aż tak bardzo nieszczęśliwe jak tego pragną zwolennicy ideologii feminizmu. Miały więcej praw i przywilejów aniżeli kobiety współczesne. Brak prawa do głosowania był bez znaczenia, gdyż w czasach zamierzchłych nikt nie głosował. Ostatecznie, prawo do głosowania nie dało kobietom wiele. Zwiększył się jedynie elektorat (jego głupsza część, a więc, bardziej podatna na propagandę przedwyborczą).

Kobiety były za to akuszerkami, bankierami, inwestorami, zarządzały majątkiem, handlowały jedwabiem, srebrem i złotem, były właścicielkami statków, były nauczycielkami, zajmowały się agronomią, ogrodnictwem i hodowlą zwierząt, zasiadały w radach cechowych i odrabiały pańszczyznę. Nawet, decydowały o wyborze papieża (w niechlubnym okresie historii Kościoła). Robiły to wszystko, co było do zrobienia w owych czasach. Wprawdzie, nie. służyły w wojsku, gdyż taka jest tradycja wielowiekowa, ale rodziły żołnierzy dla wojska. Wiele kobiet potrafiło doskonale czytać i pisać; kiedy to ich męski władca pozostawał analfabetą do końca życia. Dawniej, kobieta posiadała głębokie poczucie własnej wartości; czego obecnie kobietom brakuje.

Rozgoryczenie kobiety, z powodu pustego domu, oraz frustracja mężczyzny, z powodu nieustannie pogarszającego się rynku pracy, musiało odbić się niekorzystnie na ich wzajemnym stosunku w rodzinie. Opilstwo, niekończące się pretensje wzajemne i bójki coraz częściej kończyły się rozwodem. Cierpiały tutaj dzieci, które również wyrastały na ludzi niezrównoważonych. Zatem, powodów do buntu kobiecego było wiele.

Nowa technologia przemysłowa potrzebowała robotnic. W taki czy w inny sposób, kobiety zostałyby zmuszone do pracy poza domem. Ruch feministyczny jedynie ten proces przyspieszył i zrobił z niego „wyzwolenie”. Przecież, kobieta uciekła od mężczyzny w domu po to, aby podporządkować się mężczyźnie obcemu poza domem.

Nie da się ukryć, że ruch feminizmu, domagający się „praw dla kobiet”, był ruchem pomocniczym dla rewolucji proletariackiej. Nie jest dziełem przypadku, że czołowe aktywistki feministyczne były żydówkami: Wiera Finger, Emma Goldman i Róża Luxemburg. Feminizm, podobnie jak socjalizm oparł się na nienawiści. Do walki klas dodał walkę płci.
Rewolucja, kierująca się nienawiścią, opiera się na przemocy. Feministki rozpoczęły walkę od utożsamiania kobiety z czarnym niewolnikiem, a skończyły na domaganiu się anarchii i socjalizmu. Po raz pierwszy w historii, kobiety poczęły szerzyć terror. Dla przykładu, prowadzone przez Emmę Goldman, zaczęły podpalać budynki, wybijać okna, wysadzać w powietrze policjantów, kamienować (domena żydów), a nawet niszczyć dzieła sztuki w muzeach i urządzać strajki głodowe w więzieniach. Owładnął je skrajny pesymizm. Rozpalone głowy sufrażystek ostudziła nieco Pierwsza Wojna Światowa (i jak tu uwierzyć, że wojny nie są potrzebne?). Dzięki wojnie, kobiety uzyskały zatrudnienie w przemyśle, czyściły kominy i… kopały groby. Ku wielkiemu zadowoleniu aktywistek feministycznych.

CDN

źródło: dr Romuald Gładkowski „Wietrzna istota”, Toronto 1992

Autor