W strukturze organizmu narodowego rola płci nadobnej jest wyjątkowo ważna. Wszelkie problemy kobiet nieuniknienie stają się problemami ich dzieci, ich mężów, ich rodzin oraz całego narodu. Nic więc dziwnego, że od czasów rewolucji francuskiej, z 1789 roku, „kwestia kobiet” stała się narzędziem w rękach polityków, szczególnie rewolucyjnych. Tym samym, wszystko, co dotychczas politycy uczynili 'dla kobiet”, wydaje się być sztuczne i odciągające od sedna kobiecości. Bowiem, na przekór wszelkim dyskusjom „postępowym”, kim kobieta być powinna, a kim nie. Jej miejsce w społeczeństwie jest jednoznaczne: stać się panną, wyjść za mąż, stworzyć dom i mieć dzieci.

Aby dostosować kobietę do zachodzących przemian rewolucyjnych, poczęła być tworzona nowa ideologia: feminizm, Nie było też dziełem przypadku, że kiedy mason Thomas Paine opublikował „Prawa Człowieka”, to jego przyjaciółka Mary Woollstonecraft napisała „Obronę Praw Kobiet” (1792 r.). Na tej książce oparł się program ideologiczny feminizmu. Nic też dziwnego, że masoński slogan rewolucji francuskiej, „wolność, równość i braterstwo”, feministki przerobiły na „wolność, równość i koleżeństwo”.

Z grubsza rzecz biorąc, ruch feministyczny zaatakował nadwątloną cywilizację chrześcijańską dwiema falami. Atak pierwszy rozpoczął się równolegle z wynalezieniem gumowej prezerwatywy (1839 r.) i trwał do czasów pierwszej wojny Światowej. Formalnie, ruch feministek został zawiązany na Konwencji Praw Kobiet w Seneca Falls, USA, w 1848 roku. Tam też ogłoszono patetyczną kobiecą Deklarację Niepodległości: „wszyscy mężczyźni i kobiety zostali stworzeni równi i wyposażeni przez Stwórcę w pewne prawa niepodważalne” itd.

Ideologia feministek oparła się na przekonaniu, że róż¬nica pomiędzy płciami jest bez większego znaczenia. Obie płcie mają być takie same w aspekcie psychologicznym, emocjonalnym i seksualnym. Różni je tylko funkcja genitaliów i okres ciąży. Nazywamy to ideologią uniseksu. Oparła się ona na determinizmie kulturalnym. O ludzkim postępowaniu ma tutaj decydować uwarunkowanie (słowo-potwór pochodzenia żydowskiego, nawiązujące do idei kibucu).

Dalej, determinizm kulturalny wymaga relatywizmu kulturalnego. Dziewiętnastowieczny relatywizm kulturalny doprowadził do powstania wolnomyślicielskiej wizji społeczeństwa, któremu wszystko wolno robić. Bodajże, to od Kanta wywodzi się pomysł, że człowiek tworzy świat własny. Mniejsza o tradycję narodową. Mniejsza o wymogi prawa naturalnego. Wyfantazjowane opisy życia dzikusów z wysp Oceanu Spokojnego miały potwierdzić możliwość istnienia egalitaryzmu płciowego; czyli, mężczyzna może być kobiecy, a kobieta może być męska, czy też kobiety i mężczyźni mogą wspólnie wybrać cechę męskości, lub kobiecości. Zatem, wszystkie możliwości krzyżówek miały być dopuszczalne.

Tak, o postępowaniu człowieka miał decydować wybór. Musiało to doprowadzić do zaniku optymizmu i do stępienia wyobraźni u wszelkich postępowych reformatorów społecznych. Wszystko poczęło być widziane jako miłość oraz wszystkie intencje poczęły być widziane jako dobre. Dalej, determinizm kulturalny doprowadził do powstania idei wielokulturowości, czyli do braku kultury w ogóle. Dla libera¬łów i socjaldemokratów, wszystkie kultury na ziemi miały być względne. Głównie na tym założeniu oparł się ich plan budowy społeczeństwa lepszego. To był projekt miażdżący wszelką indywidualność i wszelkie poczucie odpowiedzialności za własne postępowanie.

„Odkrycia” Zygmunta Freuda, Bronisława Malinowskiego oraz Margaret Mead w poważnym stopniu przyczyniły się do zachwiania tradycyjnym modelem rodziny chrześcijańskiej. Dawały podstawy dla wiary w możliwość oraz w konieczność istnienia różnorodnego modelu rodziny, w której dzieci wyrastają. Dzięki tym „odkryciom’, zielone światła uzyskały „małżeństwa lesbijek, pederastów, norma matki samotnej (ojciec N.N.) i burdel w domu. Model rodziny tradycyjnej, z ojcem, matką i dziećmi, miał być bez znaczenia zarówno w rozwoju człowieka, jak i w posiadaniu dobrego samopoczu¬cia. Ich mitologia naukowa została przyjęta bezkrytycznie, ponieważ służyła celom utopistów społecznych.

Cóż, przesadność i zniekształcanie wydarzeń historycznych cechuje każdego rewolucjonistę. Dotyczy to także ru¬chu feminizmu, który postanowił rozprawić się ze światem męskim. – Przecież, im większa i bardziej zawzięta bestia zostanie zniszczona, tym większa wdzięczność należy się pogromcy. Stąd, wróg klasowy zawsze jest krwiopijcą i zasługuje na nienawiść. Pozbywając się dominacji męskiej, feministki obiecywały kobietom Nowy Świat (New World Order), pełen cudownego postępu. To już było aktem narkotyzowania płci pięknej.

Ukrytą nienawiść do mężczyzn, powiązaną z przesadnym uwypuklaniem męskiej siły i męskich możliwości, przy jednoczesnym zaniżaniu wartości funkcji kobiecych oraz ukrywaną obawą bycia kobietą, Zygmunt Freud nazwał zawiścią penisa. Kobiety dotknięte zawiścią penisa, świadomie lub nieświadomie, ciągle przyrównują się do mężczyzn i wszystkiego im zazdroszczą. Są gotowe robić to wszystko co robi mężczyzna. Nawet są w stanie wyobrazić sobie, że mają penisa i mogą zapładniać inne kobiety. Lesbijkom pozostaje to na zawsze.

Normalnie, zawiść penisa może mieć miejsce u dorastających podlotków. Chwilowo. Bowiem, pojawienie się piersi i urodzenie dziecka kompensuje z nawiązką urojoną niedoskonałość, którą ma być brak „ogonka”,

Niestety, córka widząca ojca rzucającego matką o ścianę, wracającego do domu na rauszu, nucącego pod nosem „każda miłość jest pierwsza”, może utrwalić w sobie zawiść do penisa. Na zawsze. Często podświadomie. Staje się agresywna i usiłuje znaleźć upust w męskim stylu życia. O ile jest w stanie założyć rodzinę, jest władczą jędzą, co fatalnie odbija się na dzieciach i mężu. Bez wątpienia, taka kobieta pozostaje infantylna do końca życia. Seksualnie, nie czuje się ani kobietą, ani też mężczyzną. Jest w zawieszeniu płciowym. Ten rodzaj kobiety zasila szeregi feministek, dla których penis wydaje się być źródłem wszelkiej mocy. To jest już nawrót do kultu fallicznego.

Równość pomiędzy płciami, rozumiana jako identyczność, jest dogmatem politycznym. Powiązana z Rozumem i Wolnością encyklopedystów francuskich, ma rozwiązać wszystkie problemy rodzaju ludzkiego. To jest utopia polityczna.

W rzeczywistości, kobieta i mężczyzna są istotami odmiennymi, lecz zawsze uzupełniającymi się wzajemnie. W relacji kobieta-mężczyzna najważniejsza jest różnica, a nie podobieństwo. Kobieta, która sięga po męskość, jest chora psychicznie w takim samym stopniu jak mężczyzna pragnący być kobiecy.

Kobieta i mężczyzna nie są lepsi, czy gorsi, lecz prze¬de wszystkim różni. Dla mężczyzny, każda działalność, czy to polowanie, czy walka na polach bitewnych, czy też nauka, sztuka i religia, posiada charakter zewnętrzny, odkrywczy. Z kolei, dla kobiety, odwrotnie. Każda czynność posiada sens głęboko wewnętrzny. Stąd, każde działanie zewnętrzne kończy się u kobiety co najwyżej sukcesem połowicznym, któremu zawsze towarzyszą straty natury psychicznej. Tak, kobieta jest bierna w sposób naturalny. Nawet akt kopulacji jest dokonywany dla niej. Przecież, poczęcie ma miejsce we wnętrzu kobiety. Nawet po urodzeniu dziecka kobieta jest uległa. Karmienie piersią jest aktem uległości (stąd u kobiet 'wyzwolonych stało się to niepopularne).
cdn

źródło: dr Romuald Gładkowski „Ofiara Rewolucji”, Toronto 1992

Autor