Amerykański Departament Zdrowia i Opieki Społecznej (HHS) opublikował nowy raport ostrzegający przed zagrożeniami związanymi z tzw. „opieką afirmującą płeć”, co wywołało ostrą reakcję środowisk pro-LGBT. W środę ukazało się długo oczekiwane, recenzowane badanie oparte na majowym raporcie dotyczącym młodych osób z dysforią lub dezorientacją płciową.

W styczniu prezydent Donald Trump podpisał rozporządzenie wykonawcze ograniczające możliwość wykonywania operacji „zmiany płci” u osób poniżej 19. roku życia. „Rażąca szkoda wyrządzana dzieciom przez okaleczenia chemiczne i chirurgiczne kryje się pod płaszczykiem konieczności medycznej” – stwierdzono w dokumencie.

Nowo opublikowane badanie nosi tytuł Leczenie dziecięcej dysforii płciowej: przegląd dowodów i najlepszych praktyk. Wskazuje ono, że „blokery dojrzewania, hormony krzyżowe i interwencje chirurgiczne powodują znaczące, długotrwałe szkody, często ignorowane lub niewystarczająco monitorowane”. Autorzy raportu podkreślają, że interwencje te wiążą się z ryzykiem poważnych konsekwencji – od niepłodności i zaburzeń funkcji seksualnych, przez zahamowanie prawidłowego przyrostu gęstości kości, po niekorzystne skutki poznawcze, choroby układu krążenia, zaburzenia metaboliczne, problemy psychiczne, powikłania pooperacyjne i długotrwały żal pacjentów.

Sekretarz HHS Robert F. Kennedy Jr. poparł wnioski raportu, krytykując jednocześnie część środowiska medycznego za „błąd w sztuce lekarskiej”. W oświadczeniu ocenił, że „Amerykańskie Stowarzyszenie Medyczne i Amerykańska Akademia Pediatrii rozpowszechniały kłamstwo, jakoby chemiczne i chirurgiczne zabiegi odrzucające płeć były korzystne dla dzieci”. Jak podkreślił, instytucje te „złamały zasadę nieszkodzenia, a ich tzw. opieka afirmująca płeć spowodowała trwałe szkody fizyczne i psychiczne u wrażliwych młodych osób”.

Coraz więcej amerykańskich szpitali i lekarzy ogranicza stosowanie blokerów dojrzewania i innych interwencji u nieletnich. Uniwersytet Michigan, Yale Medicine, Kaiser Permanente, Szpital Dziecięcy w Los Angeles, UChicago Medicine oraz Children’s National Hospital w Waszyngtonie należą do placówek, które zredukowały lub wycofały te praktyki.

Szacuje się, że około 2,8 miliona Amerykanów w wieku 13 lat i powyżej identyfikuje się jako osoby transpłciowe, z najwyższym odsetkiem wśród przedstawicieli pokolenia Z – ok. 7,6% osób w tej grupie deklaruje przynależność do społeczności LGBTQ+.

Niezależnie od raportu HHS, liczne badania wskazują, że „afirmowanie” dysforii lub dezorientacji płciowej wiąże się z poważnymi zagrożeniami. Dane pokazują, że ponad 80% dzieci doświadczających dysforii płciowej przechodzi z niej samoistnie do późnej adolescencji. Równocześnie nawet pełna interwencja chirurgiczna nie eliminuje podwyższonego ryzyka samookaleczeń i prób samobójczych w tej grupie.

W ostatnich latach pojawiły się również nagrania i korespondencje e-mailowe lekarzy „afirmujących płeć”, którzy przyznawali, że promują terapię mimo świadomości związanych z nią zagrożeń. W reportażu z 2022 roku dotyczącym Kliniki Zdrowia Osób Transpłciowych w Vanderbilt University Medical Center dr Shayne Sebold Taylor mówiła wprost, że „te operacje przynoszą duże zyski”.

HHS zaznaczył, że do udziału w opracowaniu raportu zaproszono Amerykańską Akademię Pediatrii oraz Towarzystwo Endokrynologiczne, jednak obie organizacje odmówiły współpracy.

Sprawa Vanderbilt: zysk, presja i „opieka afirmująca płeć”

Jednym z najbardziej nagłośnionych śledztw dziennikarskich dotyczących „opieki afirmującej płeć” stał się raport Matta Walsha z „The Daily Wire” na temat Kliniki Zdrowia Osób Transpłciowych przy Vanderbilt University Medical Center (VUMC) w Nashville. We wrześniu 2022 roku Walsh opublikował nagrania z wewnętrznych szkoleń, z których wynikało, że szpital promował okaleczające „zmiany płci” u nieletnich jako źródło znaczących zysków finansowych, a moralny sprzeciw personelu traktował jako problem wymagający dyscyplinowania.

Kluczowe znaczenie miało wystąpienie dr Shayne Sebold Taylor, lekarz Kliniki Zdrowia Osób Transpłciowych VUMC, która wprost opisywała chirurgiczne „korekty płci” jako operacje „przynoszące ogromne zyski”. Zwracała uwagę, że rekonstrukcja klatki piersiowej może kosztować około 40 tysięcy dolarów na pacjenta, a waginoplastyka ponad 20 tysięcy dolarów. Podkreślała przy tym, że są to procedury czasochłonne, wymagające licznych wizyt kontrolnych, ale mimo to bardzo opłacalne dla szpitala. W tle tej wypowiedzi widać było logikę typową dla sektora usług wysokomarżowych: pacjent staje się nośnikiem długiego, wieloetapowego „cyklu przychodu”.

Na innym nagraniu pojawia się Ellen Wright Clayton, profesor pediatrii, prawa i polityki zdrowotnej na Vanderbilt. Odniosła się ona do pracowników służby zdrowia, którzy z powodów sumienia nie chcą uczestniczyć w procedurach „zmiany płci”. Clayton określiła takie postawy jako „problemowe” i sugerowała, że powoływanie się na sprzeciw sumienia nie powinno pozostawać bez konsekwencji. Wyraziła to brutalnie jasno: jeśli ktoś nie chce wykonywać tego rodzaju pracy, nie powinien pracować w Vanderbilt. De facto oznaczało to wpisanie akceptacji dla „opieki afirmującej płeć” do nieformalnych wymogów zatrudnienia.

Aby dodatkowo wzmocnić dyscyplinę wewnątrz instytucji, Vanderbilt wprowadził program „Trans Buddies”. Zakładał on obecność „towarzysza” podczas wizyty pacjenta w gabinecie – osoby mającej pilnować, by lekarze i pielęgniarki konsekwentnie stosowali język i praktyki zgodne z aktualną ortodoksją „płynnej płci”: używali „preferowanych zaimków”, unikali „misgenderingu” i wykazywali pełną lojalność wobec przyjętych standardów. Oficjalnie program miał wzmacniać „bezpieczeństwo” pacjentów, w praktyce jednak działał jak mechanizm nadzoru ideologicznego nad personelem.

Po publikacji materiałów Vanderbilt usunął stronę internetową poświęconą klinice dla osób transpłciowych, zapewniając jednocześnie w oświadczeniu, że raport „przeinacza fakty”. Szpital podkreślał, że wszystkie procedury wykonywano za zgodą rodziców i że szanuje prawo pracowników do sprzeciwu sumienia. Nie zakwestionował jednak konkretnych cytatów ujawnionych nagrań. Dodatkowo rzecznik Vanderbilt wskazał, że VUMC i uniwersytet są od 2016 roku formalnie odrębnymi podmiotami prawnymi, sugerując, iż uczelnia nie ma wpływu na decyzje medyczne i opiekę nad pacjentami.

Sprawa wywołała gwałtowną reakcję po obu stronach sporu. Lewicowi obrońcy „transformacji” nieletnich oskarżali dziennikarzy o „stwarzanie zagrożenia” poprzez nagłaśnianie praktyk kliniki i sugerowali, że samo ujawnianie takich informacji podsyca nienawiść wobec osób transpłciowych. Z kolei krytycy „opieki afirmującej płeć” wskazywali, że nagrania z Vanderbilt odsłaniają istotny, zazwyczaj przemilczany wymiar całego systemu: połączenie ideologii, presji instytucjonalnej i silnej motywacji finansowej.

Do tej grupy należał między innymi republikański gubernator Tennessee, Bill Lee, który określił działalność kliniki jako budzącą „poważne obawy moralne, etyczne i prawne”. Podkreślił, że państwo nie powinno pozwalać na podejmowanie nieodwracalnych decyzji medycznych względem dzieci w imię zysku, ani tolerować polityk, które de facto ograniczają wolność religijną pracowników. Wezwał także do przeprowadzenia gruntownego śledztwa.

Przykład Vanderbilt University Medical Center stał się więc jednym z emblematucznych przypadków w debacie o „opiecie afirmującej płeć”: nie tylko pokazuje, jak wygląda praktyka kliniczna w dużej instytucji, ale także jak splot ekonomii, ideologii i polityki wewnętrznej może wypaczyć sens medycyny, przesuwając akcent z troski o dobro dziecka na rentowność procedur i lojalność wobec dominującej narracji.

Autor