W kwietniu 2026 roku Michael Kerr — Szkot, który przez większość ostatniej dekady żył jako kobieta o imieniu Caitlyn — uruchomił Detransition Pathway UK, pierwszą w Wielkiej Brytanii usługę wsparcia dla osób dokonujących detranzycji. Powstała z konieczności: brytyjski NHS, który sprawnie prowadzi pacjentów przez proces tranzycji, nie ma żadnej ścieżki dla tych, którzy chcą wrócić.

Osiem lat jako Caitlyn

Michael Kerr legalnie zmienił imię na Caitlyn po ukończeniu 25 lat. Przeszedł wszystkie „stereotypowe” zmiany w oczekiwaniu na terapię hormonalną z kliniki Sandyford w Glasgow. Jak sam opisuje, jego droga ku tranzycji była napędzana traumatycznymi wydarzeniami z przeszłości — w tym gwałtem, którego doświadczył jako młody mężczyzna — oraz nadużywaniem narkotyków i alkoholu.

Jako gej niespełniający stereotypów płciowych usłyszał, że skoro lubi „typowo kobiece rzeczy”, powinien dokonać tranzycji. Był też przez pewien czas aktywistą na rzecz praw osób transpłciowych. Punktem zwrotnym była dla niego debata nad szkocką ustawą o reformie uznawania płci (Gender Recognition Reform Bill) — ostatecznie zawetowaną przez ówczesnego ministra ds. Szkocji Alistera Jacka. Jak wspomina, ustawa „rzuciła reflektor na społeczność trans jako niebezpieczną”, a on sam był wtedy „w samym środku wydarzeń” jako aktywista.

Kerr opisuje ideologię gender jako „zakorzenioną w mizoginii i homofobii”.

„Nigdy nie miałem do czynienia z kimś, kto dokonuje detranzycji”

Kerr przestał przyjmować hormony pod koniec maja 2025 roku i zgłosił swoją detranzycję klinice Sandyford na początku czerwca 2025. To, co nastąpiło potem, jest sednem problemu.

Wsparcie, które otrzymał po deklaracji detranzycji, było nieporównywalnie słabsze niż afirmacja, którą otaczano go wcześniej. Gdy zapytał o kolejne kroki, usłyszał od personelu kliniki: „Nie wiemy — będę musiał pójść i zapytać, bo nigdy nie miałem do czynienia z kimś, kto dokonuje detranzycji.”

To zdanie ujawnia strukturalną lukę. System, który sprawnie afirmuje i prowadzi pacjenta przez tranzycję, kompletnie nie jest przygotowany na sytuację, w której pacjent chce ją odwrócić. Kerr argumentuje, że jeśli NHS afirmuje „ideę możliwości tranzycji”, to powinien mieć też „plan awaryjny”, który wyłapie tych, którzy dokonują detranzycji.

Detranzycja jest trudniejsza niż tranzycja

W tekście opublikowanym 28 maja 2026 roku na portalu Transgender Trend Kerr opisał różnicę między jednym a drugim procesem. Od czasu detranzycji wiele osób zadaje mu to samo pytanie: jak to jest dokonać detranzycji? Na pierwszy rzut oka wydaje się to łatwe pytanie. Jego odpowiedź jest jednak jednoznaczna: to trudne — o wiele trudniejsze, niż było dokonać tranzycji.

Tranzycja w brytyjskim systemie jest procesem zarządzanym: pacjent ma kliniki, protokoły, listy oczekujących, personel, który wie, co robić na każdym etapie. Detranzycja jest procesem indywidualnym i samotnym — bez protokołu, bez ścieżki, bez instytucji, która wie, jak pomóc.

Czego nie zrobił NHS

Stworzenie ścieżki wsparcia dla osób dokonujących detranzycji było jedną z rekomendacji przełomowego raportu Cass Review z 2024 roku. Mimo to do tej pory NHS jej nie wdrożył.

Stan rzeczy po stronie publicznej służby zdrowia wygląda następująco: w 2024 roku NHS England zobowiązał się „zdefiniować ścieżkę NHS dla osób, które wybierają detranzycję”, przyznając, że „obecnie nie istnieje żadna określona ścieżka kliniczna w NHS dla osób rozważających detranzycję”. Między październikiem a grudniem 2025 roku NHS England przeprowadził „wezwanie do składania dowodów” skierowane do pracowników ochrony zdrowia i organizacji medycznych. Konsultacje nad specyfikacją usługi zaplanowano dopiero na lato 2026 roku.

Innymi słowy — dwa lata po rekomendacji Cass Review brytyjska publiczna służba zdrowia wciąż jest na etapie konsultacji. W tej luce powstała oddolna inicjatywa Kerra.

Dlaczego nie znamy skali zjawiska

Jednym z najtrudniejszych aspektów całej sprawy jest brak wiarygodnych danych. Dr Hilary Cass, autorka raportu Cass Review, stwierdziła, że brak długoterminowych danych uniemożliwia ustalenie, jak często dochodzi do detranzycji — choć anegdotycznie zjawisko „narasta”.

Powód tej niewiedzy jest istotny: znaczna część osób dokonujących detranzycji nigdy nie wraca do klinik, które prowadziły ich tranzycję. Część z nich — jak zauważa sam raport Cass — „może nie chcieć ponownie angażować się w usługi, pod których opieką byli wcześniej”. Oznacza to, że oficjalne statystyki klinik systematycznie zaniżają skalę zjawiska, bo nie rejestrują tych, którzy odeszli w milczeniu.

Co dalej

Kerr prowadzi Detransition Pathway UK jako inicjatywę oddolną. Zapowiedział wystąpienie na konferencji „Rethinking Youth Gender Medicine” w Londynie w dniach 5–6 lipca 2026 roku, gdzie ma mówić o detranzycji i o tym, dlaczego założył tę usługę.

Jego historia jest świadectwem podwójnego zaniedbania: najpierw systemu, który zbyt łatwo poprowadził go ku tranzycji w odpowiedzi na traumę i kryzys, a potem tego samego systemu, który nie miał nic do zaoferowania, gdy chciał wrócić. To, że pierwszą realną pomoc dla osób w jego sytuacji musiał stworzyć sam pacjent — a nie publiczna służba zdrowia, która jego tranzycję umożliwiła — jest najmocniejszym komentarzem do całej sprawy.

Autor