W marcu 2023 roku Rada Edukacji hrabstwa Montgomery w stanie Maryland podjęła cichą, biurokratyczną decyzję. Bez debaty publicznej, bez głosowania, bez wyjaśnienia — po prostu ogłosiła, że rodzice nie mają już prawa wypisywać dzieci z lekcji z książkami promującymi zmianę płci i homoseksualizm. Jeden z radnych uzasadnił to wprost: pozwalanie rodzicom na opt-out z powodu „naruszenia wartości religijnych” to „uczenie dziecka, że ma kolejny powód, by nienawidzić innych ludzi”.
Trzy rodziny postanowiły to zakwestionować. Byli muzułmanami, katolikami i prawosławnymi Ukraińcami. Nie mieli między sobą nic wspólnego poza jednym: wierzyli, że mają prawo wychowywać własne dzieci zgodnie z własną wiarą. 27 czerwca 2025 roku Sąd Najwyższy USA przyznał im rację — 6 głosami do 3.
Książki propagandowe
W roku szkolnym 2022–2023 Montgomery County Public Schools — jeden z największych i najzamożniejszych okręgów szkolnych w USA — ogłosiło ponad 20 nowych książek „inkluzywnych” dla klas od przedszkola do ósmej. Pięć z nich trafiło do programu dla klas K-5, czyli dzieci w wieku od 3 do 11 lat.
Czym były te książki? Nie były to podręczniki biologii ani lekcje tolerancji w ogólnym sensie. Jedna z nich — „Pride Puppy!” przeznaczona dla trzy- i czterolatków — zawierała listę wyrazów do wyszukiwania na ilustracjach, obejmującą m.in. „flagę intersex”, „drag queen”, „bieliznę”, „leather” oraz imię słynnego aktywisty LGBT i pracownika seksualnego. Inna — „Born Ready: The True Story of a Boy Named Penelope” — opowiadała historię transpłciowego dziecka, które mówi matce: „Nie czuję się jak chłopiec — jestem chłopcem.” Kolejna — „Prince and Knight” — kończyła się ślubem dwóch mężczyzn i radością całego królestwa.
Nauczyciele nie musieli tych książek używać. Ale gdy ich używali — rodzice nie mogli nic zrobić. Początkowo szkoły honorowały prośby o zwolnienie dzieci z takich lekcji i informowały rodziców z wyprzedzeniem. W marcu 2023 roku rada szkolna jednostronnie cofnęła tę politykę. Nie powiedziała dlaczego. Nie zapytała rodziców.
Trzy rodziny
Tamer Mahmoud i Enas Barakat to muzułmańskie małżeństwo z synem w szkole podstawowej. Gdy książka „Prince and Knight” miała być czytana w klasie, poprosili o zwolnienie chłopca. Dyrektor początkowo się zgodził. Potem rada cofnęła zgodę. Mahmoud i Barakat czuli się religijnie zobowiązani do przeniesienia syna do szkoły prywatnej — kosztem znacznych wydatków finansowych.
Jeff i Svitlana Roman — on katolik, ona ukraińska prawosławna — również poprosili o możliwość wypisania syna z tych lekcji. Usłyszeli, że to ich „prawo” — a potem, że to prawo już nie istnieje. Oni również przenieśli syna do szkoły prywatnej.
Chris i Melissa Persak, katolickie małżeństwo, mają dwie córki w szkołach publicznych. Wierzą, że „wszyscy ludzie są stworzeni jako mężczyzna lub kobieta i że biologiczna płeć jest darem od Boga, niezmiennym i integralnym dla tożsamości osoby”. Ich córki początkowo mogły korzystać z opt-outu. Potem tego prawa pozbawiono je bez wyjaśnienia.
Do pozwu dołączyła też organizacja Kids First, reprezentująca m.in. Grace Morrison — matkę córki z zespołem Downa i ADHD, która korzystała ze specjalnych form wsparcia szkolnego. Morrison i jej mąż są katolikami. Ich córka również straciła prawo do zwolnienia z tych lekcji.
Droga do Sądu Najwyższego
Rodziny złożyły pozew w maju 2023 roku, reprezentowane przez Becket Fund for Religious Liberty. Sąd Okręgowy oddalił wniosek o tymczasowy zakaz. Czwarty Okręgowy Sąd Apelacyjny podtrzymał tę decyzję w maju 2024 roku, stwierdzając, że rodzice nie mają konstytucyjnego prawa do powiadomienia ani do zwolnienia dzieci z lekcji z materiałami o tematyce LGBT. W październiku 2024 roku sprawa trafiła pod obrady Sądu Najwyższego.
22 kwietnia 2025 roku odbyły się prawie dwuipółgodzinne rozprawy ustne. Obserwatorzy zwracali uwagę, że konserwatywna większość wydaje się gotowa stanąć po stronie rodziców.
27 czerwca 2025 roku Sąd Najwyższy USA orzekł 6:3 na korzyść rodziców.
Co orzekł Trybunał
Opinię większości napisał sędzia Samuel Alito. Kluczowe zdanie: „Dzisiejsza decyzja uznaje, że prawo rodziców do kierowania religijnym wychowaniem swoich dzieci byłoby pustą obietnicą, gdyby nie towarzyszyło dzieciom do sal lekcyjnych.”
Trybunał stwierdził, że polityka rady szkolnej naruszała wolność wyznania z Pierwszej Poprawki, stosując najsurowszy standard konstytucyjny — strict scrutiny — ponieważ działanie państwa „w istotny sposób ingeruje w religijny rozwój dziecka lub stanowi realne zagrożenie podważenia przekonań religijnych, które rodzic chce zaszczepić dziecku”.
Sąd odrzucił argument rady szkolnej, że chodzi jedynie o bierne „zetknięcie z odmiennym poglądem”. Materiały były tak skonstruowane, by aktywnie formować postawy dzieci — a nauczyciele dostawali instrukcje, jak reagować na sprzeciw uczniów i jak kierować rozmowę w stronę „akceptacji”.
Sędzia Sonia Sotomayor w zdaniu odrębnym ostrzegała, że decyzja może doprowadzić do żądań opt-outu z lekcji o ewolucji, historii ruchu praw obywatelskich czy nauce o klimacie. Większość odrzuciła tę argumentację, precyzując, że wyrok dotyczy specyficznego połączenia: małego wieku dzieci, normatywnego przekazu moralnego i całkowitego braku jakiejkolwiek procedury wyjścia.
Finansowy epilog i skutki dla całego kraju
W lutym 2026 roku strony zawarły ugodę. Rada Edukacji Montgomery County zgodziła się zapłacić 1,5 miliona dolarów odszkodowania rodzicom oraz wdrożyć stałą politykę powiadamiania i opt-outu z lekcji dotyczących życia rodzinnego i seksualności. Szkoła zobowiązała się też do poddania się stałemu nadzorowi sądowemu w zakresie przestrzegania tych warunków.
Wyrok ma konsekwencje daleko wykraczające poza jeden hrabstwo w Maryland. Dziesiątki podobnych sporów toczą się w całym kraju — po orzeczeniu w Mahmoud sądy odsyłają je do ponownego rozpatrzenia w świetle nowego precedensu.
Co to oznacza dla rodziców w Polsce
Sprawa Mahmoud v. Taylor toczy się w zupełnie innym systemie prawnym niż polski — ale jej istota jest uniwersalna. Czy rodzice mają prawo decydować, kiedy i jak ich dzieci są wprowadzane w treści dotyczące seksualności i tożsamości płciowej? Czy szkoła może jednostronnie cofnąć wcześniej honorowane prawa rodziców bez żadnego wyjaśnienia?
W Polsce podobne napięcia już istnieją: program edukacji zdrowotnej, WHO-owskie standardy edukacji seksualnej rekomendowane przez część środowisk, wyroki sądów nakazujące szkołom używanie preferowanych imion wbrew woli rodziców. Nie mamy jeszcze koalicji muzułmańsko-katolicko-prawosławnej przed sądem — ale mamy tych samych rodziców, te same pytania i to samo prawo do odpowiedzi.
Sąd Najwyższy USA powiedział wyraźnie: prawo rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własną wiarą „byłoby pustą obietnicą, gdyby nie towarzyszyło dzieciom do sal lekcyjnych”. Czy polskie sądy powiedzą kiedyś to samo?
MB