Wielka Brytania szykuje się do fundamentalnej zmiany w prawie rodzinnym. Rząd zapowiedział zniesienie „domniemania zaangażowania rodzicielskiego” — zasady, zgodnie z którą sąd zakłada, że udział obojga rodziców w życiu dziecka służy jego dobru. Po zmianie sędzia nie będzie już wychodził z tego założenia. Zwolennicy reformy mówią o ratowaniu dzieci przed przemocą. Krytycy ostrzegają, że pod szlachetnym hasłem kryje się osłabienie prawa dziecka do obojga rodziców — i realne ryzyko dla tysięcy rodziców, najczęściej ojców, którzy nie zrobili nic złego.
Co konkretnie się zmienia
Obowiązujący brytyjski Children Act z 1989 roku zawiera w sekcji 1(2A) domniemanie, że zaangażowanie każdego z rodziców w życie dziecka będzie służyć jego dobru — o ile nie ma dowodu, że narazi je na znaczącą krzywdę. Domniemanie to można obalić, ale ciężar dowodu spoczywa na tej stronie, która twierdzi, że kontakt jest niebezpieczny.
22 października 2025 roku Ministerstwo Sprawiedliwości ogłosiło zamiar uchylenia tego przepisu. Po zmianie sąd nie będzie już zaczynał od założenia, że kontakt z obojgiem rodziców jest dla dziecka korzystny. Zamiast tego oceni każdą sprawę indywidualnie, wyłącznie przez pryzmat „dobrostanu dziecka” według listy kryteriów zawartej w Children Act — bez domyślnego przechylenia w stronę utrzymania kontaktu. Premier Keir Starmer potwierdził, że uchylenie „na pewno nastąpi” i trafi do parlamentu, „gdy tylko pozwoli na to czas prac legislacyjnych”. Konkretnych terminów na razie nie ogłoszono.
To zmiana pozornie subtelna — dotyczy jednego domniemania — ale o daleko idących skutkach. Przesuwa punkt wyjścia sądu: z „oboje rodzice, chyba że zagrożenie” na „ocena indywidualna bez założeń”.
Argumenty za: ochrona przed przemocą
Za reformą stoi wieloletnia kampania organizacji zajmujących się przemocą domową oraz osobista tragedia, która stała się jej symbolem.
Twarzą zmiany jest Claire Throssell, której dwaj synowie — dwunastoletni Jack i dziewięcioletni Paul — zostali zamordowani przez ojca podczas kontaktu zasądzonego przez sąd, mimo że matka ostrzegała, iż stanowi on zagrożenie. Jej historia była wielokrotnie przywoływana w debacie parlamentarnej jako dowód, że „prokontaktowa kultura” brytyjskich sądów rodzinnych może prowadzić do śmierci dzieci.
Ministerstwo Sprawiedliwości uzasadnia reformę nowymi dowodami wskazującymi, że założenie, iż zawsze najlepiej jest, gdy oboje rodzice są zaangażowani w życie dziecka, może w niektórych przypadkach umożliwiać sprawcom przemocy dalsze krzywdzenie. Komisarz ds. Przemocy Domowej oraz organizacje takie jak Women’s Aid i End Violence Against Women Coalition przyjęły zapowiedź z aprobatą, argumentując, że dotychczasowe domniemanie zbyt często zmuszało ofiary przemocy do udowadniania, że ich były partner jest niebezpieczny — a w tym czasie dzieci pozostawały w niebezpiecznych układach kontaktowych. W ich ujęciu reforma po prostu stawia bezpieczeństwo dziecka ponad automatyzmem kontaktu.
Argumenty przeciw: dziecko potrzebuje obojga rodziców
Krytycy — w tym praktycy prawa rodzinnego — nie kwestionują potrzeby ochrony dzieci przed realną przemocą. Wskazują jednak na kilka poważnych problemów, które reforma może stworzyć lub pogłębić.
Po pierwsze, badania konsekwentnie pokazują, że dla dobra dziecka korzystne jest zaangażowanie obojga rodziców w jego życie — o ile jest ono bezpieczne. Zniesienie domniemania, jak ostrzega branżowy „Law Gazette”, może w niektórych rodzicach utrwalić przekonanie, że nie muszą już wspierać kontaktu dziecka z drugim rodzicem nawet wtedy, gdy ten kontakt jest bezpieczny i służy dziecku. Innymi słowy — usunięcie punktu wyjścia na rzecz kontaktu może zachęcać do jego blokowania.
Po drugie, pojawia się problem fałszywych oskarżeń. Praktycy prawa rodzinnego zwracają uwagę — jak cytuje kancelaria Stowe Family Law — że większość z nich zetknęła się w swojej praktyce ze sprawami, w których fałszywe zarzuty przemocy domowej były wykorzystywane jako narzędzie w sporze o dziecko. W systemie, w którym samo podniesienie zarzutu potrafi wstrzymać postępowanie na miesiące, zniesienie domniemania kontaktu daje takiej strategii dodatkową siłę.
Po trzecie — i to argument, który podnoszą sami zwolennicy ostrożnej reformy — problemem brytyjskich sądów nie jest samo domniemanie, lecz przewlekłość. Jak zauważa komentarz prawny, w sprawach, w których podniesiono zarzut przemocy, konieczne rozprawy dowodowe (fact-finding hearings) bywają odraczane o miesiące z powodu przeciążenia sądów. W tym czasie kontakt dziecka z rodzicem bywa zawieszony, zanim jeszcze cokolwiek udowodniono. Ta zwłoka — ironicznie — potrafi wyrządzić dziecku większą krzywdę niż samo domniemane ryzyko. Zniesienie domniemania tego strukturalnego problemu nie rozwiązuje.
Po czwarte, część prawników wskazuje, że reforma może być w znacznej mierze symboliczna. Sądy już dziś dysponują narzędziami (jak wytyczna PD12J), które pozwalają ograniczyć lub wykluczyć kontakt, gdy przemoc zostanie wykazana. Skoro sąd już teraz może obalić domniemanie w uzasadnionych przypadkach, uchylenie samego domniemania może niewiele zmienić w praktyce — poza wysłaniem „sygnału”, który jednak w rękach nieuczciwej strony może zostać użyty przeciwko rodzicowi niewinnemu.
Kluczowe nieporozumienie: zaangażowanie to nie „połowa czasu”
W całej debacie powraca jedno istotne nieporozumienie, które warto rozwiać. „Zaangażowanie rodzicielskie” w rozumieniu brytyjskiej ustawy nigdy nie oznaczało równego podziału czasu ani opieki naprzemiennej po połowie. Oznaczało jedynie, że dziecko — jeśli to bezpieczne — powinno mieć w swoim życiu jakiś znaczący udział obojga rodziców. Jak podkreślają eksperci cytowani w materiałach parlamentarnych, część publicznego zamieszania wokół reformy bierze się właśnie z mylnego utożsamiania „zaangażowania” z „równym czasem”. To rozróżnienie jest ważne, bo pokazuje, że stawką nie jest przywilej rodzica do konkretnej liczby godzin, lecz sama zasada, że dziecko ma prawo do obecności obojga rodziców w swoim życiu.
Polska i Wielka Brytania — przeciwne kierunki
Dla polskiego czytelnika brytyjska reforma jest szczególnie pouczająca, bo Polska i Wielka Brytania zmierzają w tej sprawie w przeciwnych kierunkach.
W Polsce środowiska ojcowskie i prorodzinne od lat domagają się wzmocnienia prawa dziecka do kontaktu z obojgiem rodziców oraz uczynienia opieki naprzemiennej regułą, a nie wyjątkiem — właśnie po to, by ograniczyć zjawisko alienacji rodzicielskiej, w którym jeden rodzic systematycznie niszczy więź dziecka z drugim. Pisaliśmy o tym szerzej w artykule. Polski problem to raczej zbyt słaba egzekucja kontaktów i bezradność wobec rodzica, który je blokuje.
Wielka Brytania idzie w stronę odwrotną — osłabia domniemanie kontaktu w imię ochrony przed przemocą. Oba kierunki wyrastają z realnych problemów: polski z bezradności wobec alienacji, brytyjski z tragedii dzieci krzywdzonych przez agresywnych rodziców. I oba niosą to samo ryzyko po przeciwnych stronach: że w imię rozwiązania jednego problemu stworzą lub pogłębią drugi. Bo system, który zbyt łatwo zakłada kontakt, naraża dzieci na przemoc — ale system, który zbyt łatwo go odbiera, naraża je na utratę kochającego rodzica na podstawie niesprawdzonego zarzutu.
Sedno: jak chronić dziecko, nie krzywdząc go inaczej
Najbardziej wyważone głosy w brytyjskiej debacie — w tym eksperci z King’s College London — proponują drogę pośrednią: nie tyle znosić domniemanie, ile usprawnić system tak, by szybciej i rzetelniej badał zarzuty przemocy, wyraźnie odróżniał „zaangażowanie” od „ilości czasu” i nie karał opóźnieniem ani rodzica, ani dziecka. Ich zdaniem lepszy byłby konkretny, skoncentrowany na dziecku test, który nie przedkłada ani kontaktu nad bezpieczeństwo, ani bezpieczeństwa nad kontakt, lecz zadaje właściwe pytania we właściwej kolejności.
To spostrzeżenie ma wartość uniwersalną, wykraczającą poza Wielką Brytanię. W sprawach o dziecko po rozstaniu rodziców ścierają się dwa realne dobra: prawo dziecka do bezpieczeństwa i prawo dziecka do obojga rodziców. Żadnego z nich nie można poświęcić dla drugiego bez straty. Dobre prawo rodzinne to nie takie, które wybiera jedną z tych wartości i czyni z niej domyślną regułę — lecz takie, które potrafi je rozważyć rzetelnie, szybko i w odniesieniu do konkretnego dziecka. Bo za każdą regułą prawną, brytyjską czy polską, stoi nie abstrakcyjna zasada, lecz konkretne dziecko, które ma prawo i do bezpieczeństwa, i do miłości obojga rodziców.